Skip to content

Kategoria: Ludzie piszą, ja recenzuję

UWAGA DISCLAIMER!

To jest MOJE miejsce na recenzje nie do końca znanych Autorek i Autorów.

Sama piszę. Wiem, jak boli nie sama krytyka, tylko krytykanctwo i uwagi osób, które „nie czytały, ale się znają”, jak odbierają siły złośliwości („to może lepiej nie pisać? Po co ci to?”). Wiem, jak to jest iść pod górkę i pytać się „a warto?”

Jeśli szukasz krwi na zębach, to nie tu. Jeśli chcesz konkretów i mojej osobistej oceny, to tutaj.

Piszę tylko o tych, których pisanie mi się podobało. Tak wybieram.

Książka jak kornik, czyli „Pokurcz” Krystyny Śmigielskiej

Kim jest „pokurcz”? „Pod koniec sezonu, na nadmorskim deptaku w Kołobrzegu pojawia się Kacper Rawicz, długowłosy, młody mężczyzna. Twarz zasłania mu gęsta broda, a piwne oczy spoglądają z rzadko spotykaną melancholią. Podczas lektury Pokurcza nie raz będziecie sobie zadawać pytanie: Kim pan jest, panie Rawicz? Dlaczego tak pilnie strzeże pan swoich tajemnic?” – tak wydawnictwo zapowiada „Pokurcza” Krystyny Śmigielskiej. No i od razu wiadomo, że przed nami coś się czai! I to jest „coś” dużego i nie do końca „mainstreamowego”: nie mamy do czynienia z seryjnym mordercą, z wypalonym zawodowo…

Bajka w stylizacji SF, czyli kochająca fantastykę feministka czyta „Króla” Grażyny Adamczyk

Uwaga – spoilery! Na skróty: ocena Jak wiecie, nie umiem budować napięcia. Dla mnie „Król” to 4/10. O czym jest „Król”? Akcja ma miejsce po III wojnie światowej, która rozproszyła ludzkość po całym wszechświecie. „Król” jest dydaktyczną i sentymentalna bajką SF, w której są wszystkie elementy bajki: dobrzy i źli bohaterowie, piękne kobiety, zagrożenie dla tego, co drogie, trochę ideologii, obcy, którzy są wrodzy, bitwy, emocje, podane jak na tacy, poświęcenie, aż do granicy męczeństwa, cuda, trochę miłości, konserwatyzm, jaki jest we wszystkich bajkach ((są opowiadane po to, żeby się…

Jak to napisać, żeby nie wyjść na…, czyli o „Handlarzu tlenem” Marcina Araszczuka

Kłopoty z przedpremierową recenzją 🙄 Recenzja „Handlarza tlenem” Marcina Araszczuka nie przyszła mi łatwo. Jest po temu przynajmniej kilka powodów. Po pierwsze, nie lubię pisania, że książka w całości mi się nie podoba. Jak widzicie – zero suspensu. Po drugie, mam słabość do ludzi, którzy w ogóle porywają się do pisania i którzy swoje dzieło kończą, innymi słowy – z definicji lubię wszystkie Autorki i Autorów, aczkolwiek nie zawsze lubię ich książki. Zawsze mam jednak nadzieję, że znajdę kogoś, kto pisze ja Aleksandra Konefał, czyli dobrze. Po trzecie książka, która…

„Krótka historia informatyki” – czyli dobrze napisana książka o nauce, która stała się niezbędna

Zacznę od przyznania się, że nie wierzę w istnienie „humanistów” i „umysłów ścisłych”. Z właściwą mi arogancją mogę powiedzieć, że trzymanie się takiego podziału i zasłanianie się nim to: po pierwsze: lenistwo i usprawiedliwienie niechęci wyjścia poza granice czegoś „z czego jestem dobra/dobry” po drugie: błąd w systemie edukacji po trzecie: nakładanie sobie ograniczeń poznawczych. Ile razy biorę do ręki taką książkę, jak „Krótka historia informatyki” Ryszarda Tadeusiewicza, to mówię wszystkim, kto chce słuchać (sorry): „a nie mówiłam?” No rany julek no! Profesor AGH! Sieci neuronowe! Biocybernetyka! A książkę napisał…

Horror! Ale jaki fajny!

Przedpremierowo o „Lee Schubieniku” Aleksandry Konefał! 2020 otwieram… horrorem. Chętnych do udzielenia mi rad z zakresu zdrowia psychicznego zapraszam na priv🤭. A tak serio: to świetna lektura. Bawiłam się setnie, mówię bez ironii. Aleksandra Konefał popełniła książkę, która jest ciekawa, nie nudzi, która bawi się z konwencjami, która – przynajmniej mnie – zmuszała do przypominania sobie, jaka byłam, kiedy miałam 17 lat. Wiecie, co Wam powiem? Moja mama ma zupełnie inne wspomnienia o mnie, w wieku lat 17, niż mam ja! Zastanawiające. A dlaczego ten osobisty wtręt jest ważny –…

Jak zmasakrować templariusza i asasyna? To proste!

Mam nieszczęście należeć do tych ludzi, którzy rzadko odkładają książki. „Jak to, ja nie dam rady?”, „Nie, dam mu/jej szansę”, „Może się rozwinie”, „To nie może być takie złe”. Wiecie, takie właśnie myśli chodzą mi po głowie, kiedy czytam jakiegoś gniota. To czemu nim nie rzucę w kąt? Bo po pierwsze: książkami się nie rzuca, a po drugie, uczono mnie przecież, żeby się nie poddawać. Nie poddaj się! Wytrwaj! Idź do przodu! No. Tak. Chciałam uzupełnić wiedzę. Po raz kolejny przeleciałam przez „Królów przeklętych” Maurice Druona i chciałam odświeżyć to,…

„Skrzypeczki płanetników” Mariusza Obiedzińskiego. Czyli: kolejne YA w mojej kolekcji!

No, człowiek czyta powieści dla młodzieży, co się człowiek będzie wymigiwał i udawał, że tego nie robi? Jeśli się lubi fantasy, urban i SF, to sięga się z ciekawości i po rzeczy dla nieco młodszych odbiorców. Oto kolejna z takich lektur, które mam za sobą: „Skrzypeczki płanetników” Mariusza Obiedzińskiego. Książka będzie mieć swoją premierę pod koniec lutego. Rodzeństwo, Tomek i Luiza, jedzie spędzić swoje urodziny u dziadka. Oboje obchodzą je tego samego dnia, dokładnie w noc Kupały. Jak można się domyślić, nie będą to dla nich takie zwyczajne urodziny. Ale…

„Złote klatki” Elizabeth Smal, czyli: jestem ofiarą ironii czy nie?

„Złote klatki” Elizabeth Smal zmusiły mnie do odkurzenia na własny użytek pojęcia „ofiary ironii”. Uwaga, nie wykładam tu niczego, nie mądrzę się, poprawiam jedynie własną znajomość teorii literatury.Otóż ofiara ironii, to taki ktoś, kto stwierdzenie: „fajna bryka”, wypowiedziane przez jednego „samochodziarza” do innego, bierze za pochwałę samochodu, będącego przedmiotem dyskusji, a nie jego druzgocącą krytykę. Każdemu pewnie raz czy drugi zdarzyło się być taką ofiarą ironii. Mnie także. Powiem tak: nienawidzę tego uczucia, kiedy już się zorientuję, że się nie zorientowałam 😉! Czytałam sobie zatem „Złote klatki” Elizabeth Smal, z…

Językowy kameleon, czyli „Miasto niesamowitości” Huberta Smolarka

Dostałam „Miasto niesamowitości” Huberta Smolarka i muszę przyznać, że nie paliłam niespecjalnie, żeby sięgnąć po tę książkę. Ale kiedy już ją otworzyłam, wsiąkłam dokumentnie. Nie, nie dlatego, że jak napisano na okładce „to zbiór opowiadań z pogranicza weird fiction, fantastyki oraz thrillera, które łączy tytułowe miasto – Toruń”. Nie. Dlatego, że uświadomiłam sobie, że mam do czynienia z językowym kameleonem! Ale o tym, duuużo szerzej, za chwilę. Wydawca, prezentując tę pozycję, zachęca czytelnika przywołaniem wielkich gatunku: Poego, Lovecrafta, Doyle. To prawda, wpływy czuć i słychać w narracji, w kreacji świata…

Białowłosy transformers między piekłem a niebem

„Anioł trzeciego świata” Sylwestra Wysockiego to dziwna książka. Mam spory kłopot z jej ocenieniem, a nie miewam przecież kłopotów z powiedzeniem, że coś mi się podoba/nie podoba. Wiecie, co mnie uwiera? Gdybym dzieliła swoją opinię na warstwy, to wyglądałaby tak: 1. Ogólny pomysł na akcję – 5/10 2. Wykonanie – 2/10 3. Wyobraźnia plastyczna 7/10 4. Umiejętność przelania obrazów na papier? 2/10 5. ilość akcji na stronicę 7/10 6. umiejętność opisania bitew, bitek, ataków i uników? 1/10 7. kreacja postaci 4/10 8. umiejętność nadania im życia – 1/10 I tak…