Skip to content

Kategoria: Ludzie piszą, ja recenzuję

UWAGA DISCLAIMER!

To jest MOJE miejsce na recenzje nie do końca znanych Autorek i Autorów.

Sama piszę. Wiem, jak boli nie sama krytyka, tylko krytykanctwo i uwagi osób, które „nie czytały, ale się znają”, jak odbierają siły złośliwości („to może lepiej nie pisać? Po co ci to?”). Wiem, jak to jest iść pod górkę i pytać się „a warto?”

Jeśli szukasz krwi na zębach, to nie tu. Jeśli chcesz konkretów i mojej osobistej oceny, to tutaj.

Piszę tylko o tych, których pisanie mi się podobało. Tak wybieram.

„Imię Boga” Michała Dąbrowskiego, czyli debiut jak cię mogę!

„Dwóch mężczyzn siedziało na moście, rozciągniętym nad przepaścią wypełnionym pulsującym ogniem, pijąc wino i karmiąc latającego kota macą. Obok nich przebiegła ciemnoskóra dziewczyna; ktoś ją ścigał, postać w czarnym płaszczu z mieczem utkanym ze słów w dłoni. Wbiegli do świątyni z tysiącem strzaskanych kolumn, do komnaty, w której z sufitu zwisał olbrzymi gad ze skrzydłami. Pomieszczenia pełnego książek, które otwierały się, jedna po drugiej, a na stronice z białych kotar bryzgała krew, szumiąc jak rwąca rzeka. Był znów z nimi, z tymi dwoma, wokół nich rój milionów much, które nuciły…

„Inspiracja” Adriana Bednarka, czyli nie jestem już 23-letnim chłopcem, niestety

Na wakacjach człowiek robi różne dziwne rzeczy. Także czyta książki, które są nieco poza granicami wyborów czytelniczych, których dokonuje na co dzień. W każdym razie tak ma konkretny człowiek, Monika Lech, która wzięła się za czytanie „Inspiracji” Adriana Bednarka. „Pogładziłem torbę z iPadem, zastanawiając się nad odpowiedzią. Mógłbym powiedzieć, że piszę opowiadania, bo próbuje się oderwać od chujowej codzienności i zapomnieć o dramatach, jakie do niej doprowadziły. Dalej wyjaśnić, że Aneta Borkowska jest idealnym tematem na krótki intensywny kryminał, a jej pogrzeb może dostarczyć wielu inspiracji. Zwłaszcza w kontekście opisu…

C. Klobuch „Dom między chmurami”, czyli czekam na ciąg dalszy

„Kiedyś, dawno temu, słyszała od innej kobiety, że mężczyźni są tym, co robią, i że zwykle jest to tylko jedna rzecz. Niektórzy kochają konie, mówiła tamta, inni zapach krwi i pyłu na polu, na którym właśnie skończyła się bitwa, a jeszcze inny władzę – ale nie ma w nich nic więcej. Kiedy ich tego pozbawić, stają się jak puste skorupy i nawet, jeśli nadal żyją, to tylko dla zachowania pozorów. Czasami to pozwala im odnosić sukcesy gdzie indziej, bo nie dbają zupełnie o te nowe rzeczy i ryzykują; a czasem…

„Językowy obraz rodziny” Anny Mazurkiewicz, czyli językoznawcza ciekawość zaspokojona

Po „Językowy obraz rodziny, jako nośnika wartości w czasopismach laickich i katolickich w latach 2010-2015” Anny Mazurkiewicz sięgnęłam z ciekawości. Słowa mnie fascynują i są moim narzędziem pracy, ale ta pozycja przyciągnęła moją uwagę i z innych względów.  Jestem feministką i bardzo źle się czuję w systemie wartości prezentowanym przez czasopisma katolickie inne niż „Tygodnik Powszechny”, „Znak” czy „Więź”, po które zresztą – z przyczyn przynależności wyznaniowej – nie sięgam nazbyt często. Jestem ich ciekawa, to prawda, ale trzymam się z daleka. Anna Mazurkiewicz przygotowując swój doktorat zrobiła porządny research…

„Legenda Fioletowego Paula”, czyli poetycka podróż w dojrzałość

„Twierdzili, że wszystkim rządzą. Nie rządzili. Twierdzili, że rozumieją, czym rządzą. Nie rozumieli. Twierdzili, że wiedzą, jak wygląda rzeczywistość. Nie mieli o niej pojęcia. Byli tak niewyraźnie mówiący, że aż niemi, tak unikający spojrzenia, że aż nieobecni, I tak niekonkretni, że aż przezroczyści” [s. 392] Witam w świecie „Legendy Fioletowego Paula”! Kiedy dostałam „Legendę”, napisaną przez autorkę przestawiającą się tylko imieniem Klara, nie bardzo wiedziałam, z czym mam do czynienia. Autorka (na Lubimy Czytać) powiedziała o swojej książce niewiele. Cóż, byłam ciekawa i jej samej, i książki. Co rzuciło mi…

„Sny Lazurowej Wody” Rafała Milcewicza, czyli pytania. Bardzo dużo pytań!

„Kiedy w Lazennie umiera król, a spadkobierca Lazurowego Tronu ginie bez śladu po bitwie na klifach, najpotężniejsze na Kontynencie królestwo pogrąża się w anarchii. Choć nad krajem roztacza się widmo wojny z Kamieniogrodem, lordowie z Kolegium Ochmistrzów rozpoczynają zakulisowy wyścig po władzę. Jednak nie tylko oni wezmą w nim udział. Koroną Królów zainteresowana jest też jedna z królewskich kochanic, oskarżana o czary Oreen. Motywowana zasłyszaną przepowiednią nie cofnie się przed niczym, aby zapewnić swojemu synowi koronę… Czyje podstępy i intrygi okażą się najskuteczniejsze? Komu uda się zrealizować swoje cele, a…

„Czarne Koty” Edgara Hryniewickiego, czyli łatwo nie było

„Żeby złoto leciało za szczytne idee, byłbym najbogatszy […]” [s. 61] Tak właśnie myśli sobie bohater „Czarnych Kotów” Edgara Hryniewickiego, osiemnastoletni Mins. Złoto jest dla Minsa ważne. Urodził się ubogiej rodzinie, mieszka w jednej z gorszych dzielnic Thornis, jego przyjaciele posiadają tyle, ile posiada on: niewiele. A Mins ma ambicje i chce być kimś. Co prawda, kiedy czytałam „Czarne Koty”, zastanawiałam się, czy chce być bogaty, czy może woli być podziwianym przez wszystkim herosem, czy dobrym synem, czy wreszcie ukochanym? A może wszystko na raz i w tej samej chwili?…

„Na drodze do odwagi. Cele, trudności, dylematy i strach” Justyny Grędel, czyli kłopot z oceną

Mam z „Na drodze do odwagi. Cele, trudności, dylematy i strach” Justyny Grędel spory kłopot i jego źródłem nie jest bynajmniej długość tekstu, z którym miałam do czynienia. Nie, czytałam krótsze materiały, które sprawiały mi wiele przyjemności. Po prostu trudno mi przyznać gwiazdki, bo „Na drodze do odwagi” Justyny Grędel nieco mnie skonfundowało. Niby dobrze napisane, ale… dałam 5/10. Krakowskim targiem. Powody poniżej. No dobrze, to zacznę jakoś systematycznie. Jest to – inaczej chyba tego nie da się określić lub ja tego nie potrafię – esej o psychologii, który oceniłam…

„Bladość powłok” Marcina Pełki, czyli książka jak pudełko czekoladek…

No dobrze, chciałam użyć innej metafory, to prawda, ale ta z „Forresta” sama wskoczyła mi do głowy, bo „Bladość powłok” Marcina Pełki to zbiór dwudziestu jeden opowiadań SF o różnej wadze i jakości. Mamy szerokie, za przeproszeniem, spektrum tematyki i jakości: od bardzo dobrego „Hodowcy” przez błahy „Posterunek”, foturologiczno-nostalgiczne „Lato w mieście”, ciepłego i pełnego słońca „Uzdrowiciela”, po „Rekord” czyli po prostu „Taxi” w wersji rok 2100, niebywale irytujące „Fale”, śmieszny „Dowód istnienia”, pozostający w głowie „Październik” czy zupełnie wypadające z pamięci i nijakie „Rhomos, Colleus Beta” i „Przełom”. Jednak…

Niezłe, czyli: „Stowarzyszenie Wędrującego Liścia i Złodzieje Snów” Marcina Kołacza

Podobała się? Podobała. Jak zwykle bez ściem i suspensów, bo nie o to chodzi w recenzji, żeby się recenzent pokazał, tylko by Czytelnik (potencjalny) wiedział, czy zdaniem innych daną książkę warto przeczytać, czy nie. „Stowarzyszenie Wędrującego Liścia i Złodzieje Snów” Marcina Kołacza to niezła książka! Naprawdę niezła! Długa, jak świąteczny obiad u nielubianej cioci, ale czytałam ją (książkę) z przyjemnością, czego nie mogę powiedzieć o partycypacji w wielu wcześniej wspomnianych posiłkach. Wzięłam sobie do serca to, co mówi narrator, zwracając się do czytelnika: „Myśl, bądź kreatywny, próbuj zrozumieć wszystko po…