Skip to content

Kategoria: Ludzie piszą, ja recenzuję

UWAGA DISCLAIMER!

To jest MOJE miejsce na recenzje nie do końca znanych Autorek i Autorów.

Sama piszę. Wiem, jak boli nie sama krytyka, tylko krytykanctwo i uwagi osób, które „nie czytały, ale się znają”, jak odbierają siły złośliwości („to może lepiej nie pisać? Po co ci to?”). Wiem, jak to jest iść pod górkę i pytać się „a warto?”

Jeśli szukasz krwi na zębach, to nie tu. Jeśli chcesz konkretów i mojej osobistej oceny, to tutaj.

Piszę tylko o tych, których pisanie mi się podobało. Tak wybieram.

„Sny Lazurowej Wody” Rafała Milcewicza, czyli pytania. Bardzo dużo pytań!

„Kiedy w Lazennie umiera król, a spadkobierca Lazurowego Tronu ginie bez śladu po bitwie na klifach, najpotężniejsze na Kontynencie królestwo pogrąża się w anarchii. Choć nad krajem roztacza się widmo wojny z Kamieniogrodem, lordowie z Kolegium Ochmistrzów rozpoczynają zakulisowy wyścig po władzę. Jednak nie tylko oni wezmą w nim udział. Koroną Królów zainteresowana jest też jedna z królewskich kochanic, oskarżana o czary Oreen. Motywowana zasłyszaną przepowiednią nie cofnie się przed niczym, aby zapewnić swojemu synowi koronę… Czyje podstępy i intrygi okażą się najskuteczniejsze? Komu uda się zrealizować swoje cele, a…

„Czarne Koty” Edgara Hryniewickiego, czyli łatwo nie było

„Żeby złoto leciało za szczytne idee, byłbym najbogatszy […]” [s. 61] Tak właśnie myśli sobie bohater „Czarnych Kotów” Edgara Hryniewickiego, osiemnastoletni Mins. Złoto jest dla Minsa ważne. Urodził się ubogiej rodzinie, mieszka w jednej z gorszych dzielnic Thornis, jego przyjaciele posiadają tyle, ile posiada on: niewiele. A Mins ma ambicje i chce być kimś. Co prawda, kiedy czytałam „Czarne Koty”, zastanawiałam się, czy chce być bogaty, czy może woli być podziwianym przez wszystkim herosem, czy dobrym synem, czy wreszcie ukochanym? A może wszystko na raz i w tej samej chwili?…

„Na drodze do odwagi. Cele, trudności, dylematy i strach” Justyny Grędel, czyli kłopot z oceną

Mam z „Na drodze do odwagi. Cele, trudności, dylematy i strach” Justyny Grędel spory kłopot i jego źródłem nie jest bynajmniej długość tekstu, z którym miałam do czynienia. Nie, czytałam krótsze materiały, które sprawiały mi wiele przyjemności. Po prostu trudno mi przyznać gwiazdki, bo „Na drodze do odwagi” Justyny Grędel nieco mnie skonfundowało. Niby dobrze napisane, ale… dałam 5/10. Krakowskim targiem. Powody poniżej. No dobrze, to zacznę jakoś systematycznie. Jest to – inaczej chyba tego nie da się określić lub ja tego nie potrafię – esej o psychologii, który oceniłam…

„Bladość powłok” Marcina Pełki, czyli książka jak pudełko czekoladek…

No dobrze, chciałam użyć innej metafory, to prawda, ale ta z „Forresta” sama wskoczyła mi do głowy, bo „Bladość powłok” Marcina Pełki to zbiór dwudziestu jeden opowiadań SF o różnej wadze i jakości. Mamy szerokie, za przeproszeniem, spektrum tematyki i jakości: od bardzo dobrego „Hodowcy” przez błahy „Posterunek”, foturologiczno-nostalgiczne „Lato w mieście”, ciepłego i pełnego słońca „Uzdrowiciela”, po „Rekord” czyli po prostu „Taxi” w wersji rok 2100, niebywale irytujące „Fale”, śmieszny „Dowód istnienia”, pozostający w głowie „Październik” czy zupełnie wypadające z pamięci i nijakie „Rhomos, Colleus Beta” i „Przełom”. Jednak…

Niezłe, czyli: „Stowarzyszenie Wędrującego Liścia i Złodzieje Snów” Marcina Kołacza

Podobała się? Podobała. Jak zwykle bez ściem i suspensów, bo nie o to chodzi w recenzji, żeby się recenzent pokazał, tylko by Czytelnik (potencjalny) wiedział, czy zdaniem innych daną książkę warto przeczytać, czy nie. „Stowarzyszenie Wędrującego Liścia i Złodzieje Snów” Marcina Kołacza to niezła książka! Naprawdę niezła! Długa, jak świąteczny obiad u nielubianej cioci, ale czytałam ją (książkę) z przyjemnością, czego nie mogę powiedzieć o partycypacji w wielu wcześniej wspomnianych posiłkach. Wzięłam sobie do serca to, co mówi narrator, zwracając się do czytelnika: „Myśl, bądź kreatywny, próbuj zrozumieć wszystko po…

Książka jak kornik, czyli „Pokurcz” Krystyny Śmigielskiej

Kim jest „pokurcz”? „Pod koniec sezonu, na nadmorskim deptaku w Kołobrzegu pojawia się Kacper Rawicz, długowłosy, młody mężczyzna. Twarz zasłania mu gęsta broda, a piwne oczy spoglądają z rzadko spotykaną melancholią. Podczas lektury Pokurcza nie raz będziecie sobie zadawać pytanie: Kim pan jest, panie Rawicz? Dlaczego tak pilnie strzeże pan swoich tajemnic?” – tak wydawnictwo zapowiada „Pokurcza” Krystyny Śmigielskiej. No i od razu wiadomo, że przed nami coś się czai! I to jest „coś” dużego i nie do końca „mainstreamowego”: nie mamy do czynienia z seryjnym mordercą, z wypalonym zawodowo…

Bajka w stylizacji SF, czyli kochająca fantastykę feministka czyta „Króla” Grażyny Adamczyk

Uwaga – spoilery! Na skróty: ocena Jak wiecie, nie umiem budować napięcia. Dla mnie „Król” to 4/10. O czym jest „Król”? Akcja ma miejsce po III wojnie światowej, która rozproszyła ludzkość po całym wszechświecie. „Król” jest dydaktyczną i sentymentalna bajką SF, w której są wszystkie elementy bajki: dobrzy i źli bohaterowie, piękne kobiety, zagrożenie dla tego, co drogie, trochę ideologii, obcy, którzy są wrodzy, bitwy, emocje, podane jak na tacy, poświęcenie, aż do granicy męczeństwa, cuda, trochę miłości, konserwatyzm, jaki jest we wszystkich bajkach ((są opowiadane po to, żeby się…

Jak to napisać, żeby nie wyjść na…, czyli o „Handlarzu tlenem” Marcina Araszczuka

Kłopoty z przedpremierową recenzją 🙄 Recenzja „Handlarza tlenem” Marcina Araszczuka nie przyszła mi łatwo. Jest po temu przynajmniej kilka powodów. Po pierwsze, nie lubię pisania, że książka w całości mi się nie podoba. Jak widzicie – zero suspensu. Po drugie, mam słabość do ludzi, którzy w ogóle porywają się do pisania i którzy swoje dzieło kończą, innymi słowy – z definicji lubię wszystkie Autorki i Autorów, aczkolwiek nie zawsze lubię ich książki. Zawsze mam jednak nadzieję, że znajdę kogoś, kto pisze ja Aleksandra Konefał, czyli dobrze. Po trzecie książka, która…

„Krótka historia informatyki” – czyli dobrze napisana książka o nauce, która stała się niezbędna

Zacznę od przyznania się, że nie wierzę w istnienie „humanistów” i „umysłów ścisłych”. Z właściwą mi arogancją mogę powiedzieć, że trzymanie się takiego podziału i zasłanianie się nim to: po pierwsze: lenistwo i usprawiedliwienie niechęci wyjścia poza granice czegoś „z czego jestem dobra/dobry” po drugie: błąd w systemie edukacji po trzecie: nakładanie sobie ograniczeń poznawczych. Ile razy biorę do ręki taką książkę, jak „Krótka historia informatyki” Ryszarda Tadeusiewicza, to mówię wszystkim, kto chce słuchać (sorry): „a nie mówiłam?” No rany julek no! Profesor AGH! Sieci neuronowe! Biocybernetyka! A książkę napisał…

Horror! Ale jaki fajny!

Przedpremierowo o „Lee Schubieniku” Aleksandry Konefał! 2020 otwieram… horrorem. Chętnych do udzielenia mi rad z zakresu zdrowia psychicznego zapraszam na priv🤭. A tak serio: to świetna lektura. Bawiłam się setnie, mówię bez ironii. Aleksandra Konefał popełniła książkę, która jest ciekawa, nie nudzi, która bawi się z konwencjami, która – przynajmniej mnie – zmuszała do przypominania sobie, jaka byłam, kiedy miałam 17 lat. Wiecie, co Wam powiem? Moja mama ma zupełnie inne wspomnienia o mnie, w wieku lat 17, niż mam ja! Zastanawiające. A dlaczego ten osobisty wtręt jest ważny –…