Skip to content

Kategoria: Fajną książkę wczoraj czytałam!

Książki, które lubię i nie. Książki, z których się uczę i czerpię wiedzę.

„Państwo Gucwińscy” Marka Górlikowskiego, czyli ech, młodości ty moja…

Hanna Gucwińska: „[…] jestem jednym z członków zoo, jak zwierzęta. Ogród zoologiczny nigdy nie był przeze mnie traktowany jako miejsce pracy. A jako co? Odpowiadają jednocześnie: – Życie”. [s. 274] Przez Gucwińskich straciłam dwa lata życia Chciałam zostać oceanografem, ale rodzina zrobiła rejtana, pytając, czy przypadkiem nie wolałabym zostać zootechnikiem? Gucwińscy mogą, to ja nie mogę? Lepsza od nich jestem czy co? No i poszłam, głupia pała, na zootechnikę, z której zwiałam w pierwszym semestrze. Żeby nie zwariować poszłam do pracy, nie dostałam się raz na polonistykę (thx, UJ, serio,…

„Modern love” w wyborze Daniela Jonesa, czyli jak ocenić uczucia?

„Magia kina nie polega na tym, że na ekranie dzieją się niewiarygodnie wspaniałe rzeczy. Niewiarygodnie wspaniałe rzeczy zdarzają się również w życiu. Nie, magia polega na tym, że filmy kończą się tuż po tych niewiarygodnie wspaniałych momentach. Kończą się po ogłoszeniu pokoju, zwycięskim meczu, zdobyciu dziewczyny. Życie nie ma napisów końcowych po każdej historii i chłopak może stracić dziewczynę”. [s.23] Daniel Jones prowadził w New Jork Timesie rubrykę „Modern Love” Jak napisał w przedmowie do polskiego wydania ksiażki pod tym samym tytułem: „… zdecydowaliśmy […], że potraktujemy pojęcie miłości szerzej,…

„Fotografka” Heleny Janeczek, czyli pięknie napisana czasoprzestrzeń wspomnień

„Gerda wyglądała, jakby nigdy się nie martwiła. Kiedy w Lipsku opowiadała o swoich wyjazdach do Berlina, gdzie starcia były na porządku dziennym, lub gdy w Paryżu ogłosiła, że samotnie wybierze się do Hiszpanii, inni – nawet Capa – nie szczędzili jej rad. „Spokojnie” – śmiała się dobrodusznie. A gdy komuś wymknęło się: „Gerda, to nie zabawa”, wpadała w okropną złość. Powinni przestać traktować ją jak dziecko, właśnie ją, która potrafiła prowadzić księgowość, w jednej chwili obliczała wymianę walut, do ostatniego feniga czy centyma pamietała ceny w sklepach, zawsze ze wszystkim…

„Dzienniki 1956-1958 i 1970” Agnieszki Osieckiej

„Obrzydzenie jak po chorobie. Dlaczego rano wszystko wygląda tak zupełnie inaczej niż w nocy? Nie rozumie się własnych łez, wstydzi się własnych postanowień, nie pojmuje się, jak tamte wypadki mogły wydawać się wielkimi wypadkami. Jak inny człowiek”. [s. 111] Majowe czytanie Kolejny wydany tom „Dzienników” Osieckiej celowo zostawiłam sobie na maj. Nie liczę na bzy, nie siedzę na Saskiej Kępie, ten tom nie zawiera roku 1972, w którym sławna „Małgośka” powstała, ale jednak… jest w słowach Osieckiej, w muzyce Gaertner coś dramatycznego, co aż się prosi gest czytelniczy. Dlatego właśnie…

„Zobaczyć jętki o świcie” Marcina Pełki, czyli miło spędziłam ten czas

Marcin Pełka wydaje dość często. „Zobaczyć jętki o świcie” to kolejna książka tego pisarza, z którą mam do czynienia.   W sam raz na długi – leniwy – weekend I co mogę powiedzieć? To kolejny bardzo przyjemny zestaw krótkich historii. Ale zacznijmy od tytułowej, najdłuższej Czym są jętki tłumaczyć nie będę. Każdy ma net pod ręką, a większość z nas była kiedyś nad wodą i większości z nas te skrzydlate upierdliwce wpadały do soku, piwa, kawy lub herbaty. Cytując i zmieniając nieco słowa klasyka naukowych wyjaśnień „jętka jaka jest, każdy widzi”.…

„Taterniczki” Agaty Komosy-Styczeń, czyli twardy pierwiastek żeński

„Niezłego bigosu w tym całym wspinaniu narobiła Wanda Rutkiewicz. Nie dość, że wspinała się dobrze, to jeszcze miała tak zwane podejście sportowe. Faceci zgrzytali zębami, gdy podkaszała im co smakowitsze kąski, dokonując pierwszego polskiego wejścia na Everest w 1979 roku i na K2 w 1986 roku. Gdyby cały zestaw cech jej przypisywanych miał mężczyzna, mówiono by o nim: twardziel, indywidualista, ambitny, wie, czego chce. Wanda była kobietą, więc nie była twarda, lecz uparta, lubiła się kłócić, jej ambicja była chora, a do celu szła „po trupach”. Przytaczam tu tylko zasłyszane…

„I contain multitudes” Eda Yonga, czyli fascynująca opowieść o świecie, który zawsze jest z nami

Po straszliwie męczącym „Splątanym drzewie życia” Davida Quammena, które wiele obiecywało, ale niewiele dostarczyło, postanowiłam nie opuszczać mikrokosmosu, który nam towarzyszy, ale którego nie zauważamy, i przeczytać wreszcie książkę, którą od dawna miałam na Kindlu: „I contain multitudes” Eda Yonga. Nie ukrywam – miałam obawy! W posłowiu do „I contain multitudes” Ed Yong wyraża się w superlatywach o Quammenie, który mnie nie zachwycił, a i sam autor „Splątanego drzewa życia” w w swojej książce dobrze pisze o „I contain multitudes”… wiec wiecie… mogło być różnie. Ale skoro książkę i tak…

„Kobieta w czerni. Rączka” Susan Hill, czyli dwie horror-stories w stylu retro

No dobrze Horror nie jest moim ulubionym gatunkiem literackim, ale nie unikam go i obchodzę go szerokim łukiem. Lubię bardzo klasyków gatunku i lubię ghost stories, dlatego po Susan Hill po polsku sięgnęłam z ciekawością. Tomik, który dostałam do ręki, to de facto dwa opowiadania: „Kobieta w czerni” i „Rączka”. Pierwsze z nich zostało zekranizowane i jeśli lubicie Daniela Radcliffa, to możecie sięgnąć po film z 2012, w którym zagrał główną rolę. Tu jest zwiastun po polsku. „Kobieta w czerni” to takie dziecko wiktoriańskiej literatury grozy. Mamy tu wszystko, co…

„Pandora’s Lab: Seven Stories of Science Gone Wrong” Paula A. Offita, czyli wow…

Lubię długie audiobooki takie, które trwają powyżej trzynastu godzin. Nie wiem czemu, może wydaje mi się, że dopiero długi wykład jest w stanie wyjaśnić mi skomplikowane procesy? Czasem jednak sięgam po jakieś maleństwa, ale przyznaję, że za wiele się po nich nie spodziewam. Ot, słucham ich, żeby nie zapomnieć angielskiego, żeby dowiedzieć się czegoś nowego lub żeby wyleźć ze strefy komfortu. Niektóre nie zostawiają żadnego intelektualnego śladu, inne – zmuszają mnie do intensywnego myślenia i szperania w sieci i bibliotekach. „Pandora’s Lab: Seven Stories of Science Gone Wrong” Paula A.…

„Our Crowd. The Great Jewish Families of New York” Stephena Birminghama – fascynujący kawał historii!

Pewnie już kiedyś to pisałam, ale przypomnę – mam kłopot z historią współczesną Nie przepadam na okresem mniej więcej od Kongresu Wiedeńskiego do 1989. Zwykłam obwiniać o to „Czterech pancernych” i przesadną ideologizację wszystkiego, co jest stosunkowo nieoddalone w czasie. To oczywiście raczej żart, fakt jednak faktem pozostaje, że ten XIX wiek to moja pięta achillesowa Traktuję go zatem okresowo jak wyzwanie intelektualne i sięgam po audiobooki, które mi go mają przybliżyć i moją niechęć do tego stulecia jakoś rozmasować. I wiecie co? Muszę powiedzieć, że w zasadzie wszystko, co…