Skip to content

Kategoria: Fajną książkę wczoraj czytałam!

Książki, które lubię i nie. Książki, z których się uczę i czerpię wiedzę.

„Omaha 06:29” Mariusza Roqforta, czyli „a dobrze ci tak! Weź i wypij, co nawarzyłeś!”

Chciałabym doprecyzować, że tytuł niniejszego wpisu opisuje moje odczucia wobec głównego bohatera przeczytanej dopiero co książki. Wobec bohatera, co podkreślam raz jeszcze. No, a teraz do rzeczy! Mam za sobą kolejną lekturę z serii „książka na upały”. Moja definicja tego typu literatury jest następująca: to każda lektura, która nie podnosi mi zbytnio ciśnienia, nie wymaga za wiele od mojego przegrzanego „procesora” i która jest rozrywką. Szanuję takie książki i lubię je. Owszem, chwalenie się wszędzie lekturami „poważnymi”, cenionymi, dobrze ocenianymi, wartościowymi i ogólnie ważkimi z punktu widzenia samorozwoju pewnie lepiej…

„Wąski pas lądu” Christine Dwyer Hickey, czyli rzecz o niemożności

„Mam wrażenie, że jest najbardziej samotną osobą, jaką kiedykolwiek znałem”. [s.276] II Wojna Światowa skończyła się niedawno, właśnie zaczęła się wojna koreańska. Na Cape Cod trwa sezon turystyczny. Skończy się po szaleństwie weekendu po Święcie Pracy. Niewielki terytorialnie obszar przyciąga mnóstwo ludzi. Niektórzy przyjeżdżają tylko na urlop, inni mieszkają tu dłużej, jest też kilku stałych mieszkańców, ale oni nie są bohaterami tej opowieści. To „ptaki wędrowne” przyciągają uwagę, bo też są najgłośniejsze. Christine Dwyer Hickey stworzyła – moim zdaniem – przejmującą powieść o niemożności i ciągłych próbach. Brzmi ogólnikowo? Może,…

„Żniwiarz” Pawła Kornewa, czyli „gdzie tak pędzisz, kozacze”!?

„Położyłem lewą rękę na potylicę bandyty, w dłoń zakłuły mnie zimne iskierki ohydy, a zaraz później palce całkiem zgięły się w skurczu. Mieszkający w duszy marionetki diabeł nie od razu pojął, co się dzieje, a potem było już za późno. Jednym ruchem wyrwałem nieczystego, skręciłem go jak mokrą ścierkę, wycisnąłem zeń całą moc. Opętany zaczął się rzucać, wygiął się w łuk, z nosa i ust puściła mu się krew. Agonia trwała niedługo. Wkrótce przestał oddychać i znieruchomiał”. [s. 103] (Nie martwcie się, to jeden z niewielu opisów w książce Kornewa…

„Podziemia” Roberta Macfarlane, czyli o świecie. Nie tylko dogłębnie, ale i erudycyjnie

„Mówienie o antropocenie, a nawet mówienie w antropocenie, to trudne zadanie. Najlepiej go sobie pewnie wyobrazić jako epokę odchodzenia – gatunków, miejsc, ludzi – dla której poszukujemy języka żałoby albo, co jeszcze trudniejsze, języka nadziei”. [s. 421-422] Książka leżała sobie na półce z nowościami w mojej bibliotece Okładka wyglądała, jakby ta pozycja przynależała do fantasy, nie do tego, czym książka okazała się być: do filozoficzno-historycznego eseju o kondycji Ziemi i człowieka. „Pozostanie po nas plastik, świńskie kości i ołów 207, stabilny izotop będący produktem rozpadu radioaktywnego uranu 235”. [s.95] Przedziwna…

„Państwo Gucwińscy” Marka Górlikowskiego, czyli ech, młodości ty moja…

Hanna Gucwińska: „[…] jestem jednym z członków zoo, jak zwierzęta. Ogród zoologiczny nigdy nie był przeze mnie traktowany jako miejsce pracy. A jako co? Odpowiadają jednocześnie: – Życie”. [s. 274] Przez Gucwińskich straciłam dwa lata życia Chciałam zostać oceanografem, ale rodzina zrobiła rejtana, pytając, czy przypadkiem nie wolałabym zostać zootechnikiem? Gucwińscy mogą, to ja nie mogę? Lepsza od nich jestem czy co? No i poszłam, głupia pała, na zootechnikę, z której zwiałam w pierwszym semestrze. Żeby nie zwariować poszłam do pracy, nie dostałam się raz na polonistykę (thx, UJ, serio,…

„Modern love” w wyborze Daniela Jonesa, czyli jak ocenić uczucia?

„Magia kina nie polega na tym, że na ekranie dzieją się niewiarygodnie wspaniałe rzeczy. Niewiarygodnie wspaniałe rzeczy zdarzają się również w życiu. Nie, magia polega na tym, że filmy kończą się tuż po tych niewiarygodnie wspaniałych momentach. Kończą się po ogłoszeniu pokoju, zwycięskim meczu, zdobyciu dziewczyny. Życie nie ma napisów końcowych po każdej historii i chłopak może stracić dziewczynę”. [s.23] Daniel Jones prowadził w New Jork Timesie rubrykę „Modern Love” Jak napisał w przedmowie do polskiego wydania ksiażki pod tym samym tytułem: „… zdecydowaliśmy […], że potraktujemy pojęcie miłości szerzej,…

„Fotografka” Heleny Janeczek, czyli pięknie napisana czasoprzestrzeń wspomnień

„Gerda wyglądała, jakby nigdy się nie martwiła. Kiedy w Lipsku opowiadała o swoich wyjazdach do Berlina, gdzie starcia były na porządku dziennym, lub gdy w Paryżu ogłosiła, że samotnie wybierze się do Hiszpanii, inni – nawet Capa – nie szczędzili jej rad. „Spokojnie” – śmiała się dobrodusznie. A gdy komuś wymknęło się: „Gerda, to nie zabawa”, wpadała w okropną złość. Powinni przestać traktować ją jak dziecko, właśnie ją, która potrafiła prowadzić księgowość, w jednej chwili obliczała wymianę walut, do ostatniego feniga czy centyma pamietała ceny w sklepach, zawsze ze wszystkim…

„Dzienniki 1956-1958 i 1970” Agnieszki Osieckiej

„Obrzydzenie jak po chorobie. Dlaczego rano wszystko wygląda tak zupełnie inaczej niż w nocy? Nie rozumie się własnych łez, wstydzi się własnych postanowień, nie pojmuje się, jak tamte wypadki mogły wydawać się wielkimi wypadkami. Jak inny człowiek”. [s. 111] Majowe czytanie Kolejny wydany tom „Dzienników” Osieckiej celowo zostawiłam sobie na maj. Nie liczę na bzy, nie siedzę na Saskiej Kępie, ten tom nie zawiera roku 1972, w którym sławna „Małgośka” powstała, ale jednak… jest w słowach Osieckiej, w muzyce Gaertner coś dramatycznego, co aż się prosi gest czytelniczy. Dlatego właśnie…

„Zobaczyć jętki o świcie” Marcina Pełki, czyli miło spędziłam ten czas

Marcin Pełka wydaje dość często. „Zobaczyć jętki o świcie” to kolejna książka tego pisarza, z którą mam do czynienia.   W sam raz na długi – leniwy – weekend I co mogę powiedzieć? To kolejny bardzo przyjemny zestaw krótkich historii. Ale zacznijmy od tytułowej, najdłuższej Czym są jętki tłumaczyć nie będę. Każdy ma net pod ręką, a większość z nas była kiedyś nad wodą i większości z nas te skrzydlate upierdliwce wpadały do soku, piwa, kawy lub herbaty. Cytując i zmieniając nieco słowa klasyka naukowych wyjaśnień „jętka jaka jest, każdy widzi”.…

„Taterniczki” Agaty Komosy-Styczeń, czyli twardy pierwiastek żeński

„Niezłego bigosu w tym całym wspinaniu narobiła Wanda Rutkiewicz. Nie dość, że wspinała się dobrze, to jeszcze miała tak zwane podejście sportowe. Faceci zgrzytali zębami, gdy podkaszała im co smakowitsze kąski, dokonując pierwszego polskiego wejścia na Everest w 1979 roku i na K2 w 1986 roku. Gdyby cały zestaw cech jej przypisywanych miał mężczyzna, mówiono by o nim: twardziel, indywidualista, ambitny, wie, czego chce. Wanda była kobietą, więc nie była twarda, lecz uparta, lubiła się kłócić, jej ambicja była chora, a do celu szła „po trupach”. Przytaczam tu tylko zasłyszane…