Skip to content

Kategoria: Fajną książkę wczoraj czytałam!

Książki, które lubię i nie. Książki, z których się uczę i czerpię wiedzę.

„Kochankowie i pisarze” Lily King, czyli dorosłość a ideały

„Człowiek nie zdaje sobie sprawy, ile wysiłku wkłada w skrywanie różnych rzeczy, dopóki nie spróbuje ich odkopać”. [s. 183] Lily King napisała kapitalną książkę Czytałam ją dwa tygodnie, nie dlatego, że mi się nie podobała mi, ale dlatego, że wchłaniałam ją po kawałku, dawkując ją sobie jak deser, który jest pyszny, ale którego pożreć na raz nie powinniśmy. Pozornie „Kochankowie i pisarze” są prostą książką Ot, mamy trzydziestolatkę, której matka zmarła niedawno, i która niespecjalnie radzi sobie w życiu. Można by ją nazwać „nadwrażliwą” i „słabo przystosowaną”. Książek, które są…

„One last stop” Casey McQuiston, czyli młodzieżówka, która była mi potrzebna kilkadziesiąt lat temu

„[…] August wspomina mgliście swoje stopniowe docieranie do odkrycia, że jest biseksualna, myśli o latach niezrozumiałych porywów serca, które próbowała jakoś racjonalizować. Nie wyobrażała sobie, że mogłaby od zawsze wiedzieć tak istotną rzecz na swój temat i nigdy jej nie negować”. [s.234] No tak, no. Powiem coś osobistego: gdybym przeczytała taką książkę kilkadziesiąt lat temu, byłabym w jakiś sposób innym człowiekiem. Wiecie, czytanie młodzieżówek w wieku dojrzałym jest dużym ryzykiem Mam wrażenie, że książki przeznaczone dla młodych czytelniczek i czytelników w zasadzie muszą w jakimś sensie rozczarować ludzi dojrzałych. To…

„Jedyny samolot na niebie. Historia mówiona zamachów z 11 września” Garretta M. Graffa. Czyli – po prostu dokument

„Niemal każdy Amerykanin powyżej pewnego wieku dokładnie pamięta, co robił 11 września 2001”. [s.11] Takim stwierdzeniem zaczyna się książka Graffa A Wy? Wiecie, co wtedy robiliście – jeśli byliście już na świecie – pamiętacie, gdzie byliście? To w ogóle było wydarzenie w jakoś znaczące? Nie, nie musicie odpowiadać, pytam z ciekawości, do której chyba nie mam prawa. „Jedyny samolot na niebie. Historia mówiona zamachów z 11 września” to dokument „Przez trzy lata zbierałem relacje tych, którzy przeżyli zamachy – próbowałem dowiedzieć się, gdzie wtedy byli, co zapamiętali, jak zmieniło się…

„Pan Kamienia Wschodu” Joanny Lampki, czyli „zapiąć pasy i do przodu!”

” – Mów, o co chodzi – mruknęła Ingrid i posadziła dziewczynkę z powrotem na dywanie. – Potrzebuję pomocy kogoś, kto się nie boi śmierci i potrafi trzymać język za zębami – powiedziała Aline, patrząc z poczuciem winy na małego rudzielca, który ładował sobie właśnie do buzi zielony klocek. – Tylko zwołam matkę i jestem cała twoja – odparła Ingrid i związała włosy w wysoki kucyk”. [s. 253] No dobrze. Pierwszego tomu przygód Aline nie czytałam Cykl „Mistrz Gry” zaczęłam od drugiej części, wiedząc, że w przyszłości czeka na mnie…

„W ustach sól” Charlotte Runcie, czyli co łączy morze i macierzyństwo?

„Morze to stopniowy proces stawania się, rozszerzania i starzenia oraz wzrastania”. [s. 31] Czytałam „W ustach sól” dwa razy. No, półtora raza – tak będzie precyzyjniej. Kiedy pierwszy raz podeszłam to tej pozycji, czułam się jak dziecko na plaży. Wiecie, takie biegające tuż przy linii wody i zbierające muszelki, wygładzone przez fale kamyki i przegarniające patykiem glony. Czyli czułam się zupełnie jak bohaterka książki Runcie i jednocześnie narratorka „W ustach sól”, której dziecięce wspomnienia wiążą się z taką właśnie zabawą. Oto, jak zaczyna się książka: „Morze zaczyna się od gwiazd.…

„Dusza bez boga” Katherine Ozment, czyli pięknie o poszukiwanie sensów

„Ludzie, […] to maszyny generujące sensy. Pragniemy dostrzec spójność i logikę w chaosie i przypadkowości. Lubimy sobie opowiadać historie o tym, dlaczego rzeczy są, jakie są i dlaczego siły, które wydają się losowe, są w rzeczywistości elementem szerszego planu”. [s.67] Był taki czas, gdy myliłam religię z wiarą, obowiązek z potrzebą, konieczność z zaangażowaniem. Szczęśliwie dla mnie te czasy minęły. Co nie znaczy, że wkroczyłam do krainy duchowej szczęśliwości, o nie. Dlatego ucieszyłam się, widząc w nakanapie.pl książkę o „nonach”, czyli tych, którzy pytani o przynależność religijną i wyznaniową zaznaczają…

„Omaha 06:29” Mariusza Roqforta, czyli „a dobrze ci tak! Weź i wypij, co nawarzyłeś!”

Chciałabym doprecyzować, że tytuł niniejszego wpisu opisuje moje odczucia wobec głównego bohatera przeczytanej dopiero co książki. Wobec bohatera, co podkreślam raz jeszcze. No, a teraz do rzeczy! Mam za sobą kolejną lekturę z serii „książka na upały”. Moja definicja tego typu literatury jest następująca: to każda lektura, która nie podnosi mi zbytnio ciśnienia, nie wymaga za wiele od mojego przegrzanego „procesora” i która jest rozrywką. Szanuję takie książki i lubię je. Owszem, chwalenie się wszędzie lekturami „poważnymi”, cenionymi, dobrze ocenianymi, wartościowymi i ogólnie ważkimi z punktu widzenia samorozwoju pewnie lepiej…

„Wąski pas lądu” Christine Dwyer Hickey, czyli rzecz o niemożności

„Mam wrażenie, że jest najbardziej samotną osobą, jaką kiedykolwiek znałem”. [s.276] II Wojna Światowa skończyła się niedawno, właśnie zaczęła się wojna koreańska. Na Cape Cod trwa sezon turystyczny. Skończy się po szaleństwie weekendu po Święcie Pracy. Niewielki terytorialnie obszar przyciąga mnóstwo ludzi. Niektórzy przyjeżdżają tylko na urlop, inni mieszkają tu dłużej, jest też kilku stałych mieszkańców, ale oni nie są bohaterami tej opowieści. To „ptaki wędrowne” przyciągają uwagę, bo też są najgłośniejsze. Christine Dwyer Hickey stworzyła – moim zdaniem – przejmującą powieść o niemożności i ciągłych próbach. Brzmi ogólnikowo? Może,…

„Żniwiarz” Pawła Kornewa, czyli „gdzie tak pędzisz, kozacze”!?

„Położyłem lewą rękę na potylicę bandyty, w dłoń zakłuły mnie zimne iskierki ohydy, a zaraz później palce całkiem zgięły się w skurczu. Mieszkający w duszy marionetki diabeł nie od razu pojął, co się dzieje, a potem było już za późno. Jednym ruchem wyrwałem nieczystego, skręciłem go jak mokrą ścierkę, wycisnąłem zeń całą moc. Opętany zaczął się rzucać, wygiął się w łuk, z nosa i ust puściła mu się krew. Agonia trwała niedługo. Wkrótce przestał oddychać i znieruchomiał”. [s. 103] (Nie martwcie się, to jeden z niewielu opisów w książce Kornewa…

„Podziemia” Roberta Macfarlane, czyli o świecie. Nie tylko dogłębnie, ale i erudycyjnie

„Mówienie o antropocenie, a nawet mówienie w antropocenie, to trudne zadanie. Najlepiej go sobie pewnie wyobrazić jako epokę odchodzenia – gatunków, miejsc, ludzi – dla której poszukujemy języka żałoby albo, co jeszcze trudniejsze, języka nadziei”. [s. 421-422] Książka leżała sobie na półce z nowościami w mojej bibliotece Okładka wyglądała, jakby ta pozycja przynależała do fantasy, nie do tego, czym książka okazała się być: do filozoficzno-historycznego eseju o kondycji Ziemi i człowieka. „Pozostanie po nas plastik, świńskie kości i ołów 207, stabilny izotop będący produktem rozpadu radioaktywnego uranu 235”. [s.95] Przedziwna…