Skip to content

Kategoria: Inspiracje i dezinspiracje, nie tylko literackie

Książki, które lubię i nie.

Książki, z których się uczę i czerpię wiedzę.

„The Poppy War” Rebeki F. Kuang, czyli wow, ależ to jest debiut!

Zwykle na słuchawkach noszę z sobą literaturę faktu Podręczniki, wykłady, książki popularnonaukowe. Tak lubię, tak mam. Sięgnęłam jednak – trochę nieoczekiwanie dla siebie – po „The Poppy War” Rebeki F. Kuang. Audible zrobiło wyprzedaż i postanowiłam zaszaleć. Później postanowiłam sprawdzić, czy dobrze się będzie biegać przy tej książce. Okazało się, że tak, jak najbardziej, że głos czytającej ją dla Harper Collins Emily Woo Zeller bardzo mi odpowiada. Jedna z lepszych narratorek, jakie znam. Oczywiście nie jest to Richard Armitage, ale on nie może czytać wszystkiego, prawda? Miałam „The Poppy War”…

Mit i mitologia społeczna w SF

Po co mi teoria, skoro wiem wszystko🤥😉 ? Po napisaniu ostatniej recenzji – „Króla” Grażyny Adamczyk – postanowiłam przypomnieć kilka rzeczy z zakresu tak zwanej „teorii”. Łatwo się wymądrzać i krytykować, ale trzeba być czujnym, bo pycha może zwieść na manowce. Łatwo o to, gdy wiedzy nie wystarcza. Sięgnęłam więc po jedną z książek, którą czytałam już jakiś czas temu i którą uznałam za ciekawą. Zadaniem było odkurzenie sobie kategorii pojęciowej „mitu” i nie sięganie do Eliadego. Ot, odświeżam sobie podstawy nie tyle teoretyczno-literackie, co raczej socjologiczno-politologiczne. Książką na którą…

Nie! Nie! Nie! czyli #tatooGate na TT

Wkurzyłam się. Nie powinnam. Złość w końcu jest powodem zmarszczek, a wiadomo, że tych kobieta przecież mieć nie powinna. (sarkazm). Taka jestem estetycznie uświadomiona! Piszę to od razu, na początku, bo poczucie estetyki ważne w kontekście reszty wpisu. Jeśli Was przekonałam, że znam się na estetyce, jadę dalej. Miałam o tym nie pisać, ale choroba, złamałam się, bo siedziało mi w głowie całą noc. Otóż wczoraj na Twitterze wybuchła kolejna „afera”. W przeciwieństwie do tych politycznych, ta mocno mnie dotknęła. Dlaczego? Bo znowu jest ktoś, kto: Uważa, że ma prawo…

Językowy kameleon, czyli „Miasto niesamowitości” Huberta Smolarka

Dostałam „Miasto niesamowitości” Huberta Smolarka i muszę przyznać, że nie paliłam niespecjalnie, żeby sięgnąć po tę książkę. Ale kiedy już ją otworzyłam, wsiąkłam dokumentnie. Nie, nie dlatego, że jak napisano na okładce „to zbiór opowiadań z pogranicza weird fiction, fantastyki oraz thrillera, które łączy tytułowe miasto – Toruń”. Nie. Dlatego, że uświadomiłam sobie, że mam do czynienia z językowym kameleonem! Ale o tym, duuużo szerzej, za chwilę. Wydawca, prezentując tę pozycję, zachęca czytelnika przywołaniem wielkich gatunku: Poego, Lovecrafta, Doyle. To prawda, wpływy czuć i słychać w narracji, w kreacji świata…

Fajną książkę wczoraj czytałam ;)

„Niemierzalne” Margaret Heffernan to niewielka książeczka. Jeśli ktoś szuka w niej kompendium wiedzy o biznesie, procesach zmiany, zarządzaniu przez wartości, zawiedzie się srodze. Jeśli ktoś szuka inspiracji i uporządkowania wiedzy, to jest to książka dla niego. Heffernan jest ciekawą postacią, praktykiem i teoretykiem biznesu, przedsiębiorcą, wykładowcą i człowiekiem, który zarabia, dzieląc się z innymi wiedzą i doświadczeniami. Pamiętam, że moja pierwsza styczność z nią, to TED Talk, a później uczestniczyłam w konferencji, w której była keynote speakerem. Wiecie, co mi się najbardziej podobało, oprócz jej wiedzy oczywiście? Że była Teksanką…

„Armagedon wygląda mniej więcej tak, jak cała reszta”

Z „Distortion” Cezarego Zbierzchowskiego jest jak z bolącym zębem. Ząb rwie i ćmi, człowiek (a przynajmniej niektórzy) bada go językiem i dłubie w nim, więc boli jeszcze bardziej, no to bada się go i dźga jeszcze mocniej. Nie jest to przyjemne, ale ciężko wyjść ze sprzężenia zwrotnego „ból – dotyk”. Z „Distortion” jest tak samo. Nie ma się już ochoty czytać, a jednak nie da się jej odłożyć. Nie można po prostu zapomnieć o tej książce. Zacznę jednak od prostej rzeczy, od przyznania, że dawno nie czytała tak dobrej i…

„Ja, ssak”, czyli znalezione w czasie szukania inspiracji

„Ja, ssak” Liama Drew to jedna z tych rzetelnych książek, które w równym stopniu uczą i zaskakują. Niekoniecznie to lektura dla początkujących i dopiero co odkrywających swoją fascynację biologią ewolucyjną, ale nie stawia też przed czytelnikiem zapór o wysokości Himalajów. Jest dobrze napisana, lekko i z polotem, bez trywializacji języka nauki i traktowania czytelnika z wyższością. Liam Drew sprawił, że jego podróż przez świat ssaków stała się dla czytelnika osobista. Nie wybrał konwencji wykładu, snuje opowieść o ssakach, co rusz podkreślając, że jest jednym z nich. To niezwykle ciekawe, bo…

Człowiek szuka inspiracji. Człowiek czasem nawet je znajduje

Powiedzmy sobie jasno – tytuł nie jest najbardziej jasny. Za chwilę będzie lepiej. Dużo czytam, ponieważ mózg jest jak lokomotywa: żeby produkował moc, musi dostawać paliwo. Paliwem są słowa innych ludzi, rzeczywistość, zdarzenia, emocje. Bardzo często pomysły przychodzą z lektur. Chcę rozumieć innych ludzi, żyjących w innych epokach, po to, by moi bohaterowie mieli odrobinę historycznej akuratności. W poszukiwaniu tejże „akuratności” przesłuchałam dwa audiobooki. Pierwszy, ten którego nie polecam, to: „Unmentionable. The Victorian Lady’s Guide to Sex, Marriage, and Manners” Therese Oneill. I mam z tą pozycją duży kłopot. Z…

Jak autor, który inspirował może stać się dezinspiracją, czyli żal, żal, żal.

Przyznawałam się już nie raz i nie dwa do inspiracji literackich. Książki kocham, może niezbyt odwzajemnioną miłością, ale jednak. Zawsze, ale to zawsze ceniłam Thomasa Harrisa za jego „Milczenie owiec”. Pamiętam, że „Milczenie…” czytałam, siedząc pod kocem, uważnie rozglądając się, czy Hannibal Lecter gdzieś na mnie nie czyha. Dlaczego miałby na mnie się czaić, tego nie wiedziałam, ale byłam tak zafascynowana i przerażona jednocześnie, że nawet zastanawiać się nad tym nie chciałam. Cenię sposób, w jaki Harris zbudował każdą z postaci w tej książce, nawet taką, która pojawia się raz…

W poszukiwaniu inspiracji: czego lękali się nasi przodkowie?

Ostatnio sporo czytam o przełomie renesansu i baroku. Fascynuje mnie ta epoka i jej ludzie. Widzę, jak wiele jest podobieństw między tamtymi czasami, a tymi, w których żyjemy. Wiem, że to brzmi paradoksalnie, bo jak to tak? XXI wiek i jakieś tam zamierzchłe epoki??? Samochody i karoce? Długie suknie i mini? Szabla i iphone? Tak, mogłabym wymieniać te różnice długo, ad nauseam prawie, ale dotarło do mnie, że jeśli popatrzymy na to, co najważniejsze, na ludzi, ich zwyczaje, strachy, zabobony i pragnienia, to przekonamy się, jak są podobne, żeby nie…