Skip to content

Kategoria: Inspiracje i dezinspiracje, nie tylko literackie

Książki, które lubię i nie.

Książki, z których się uczę i czerpię wiedzę.

Nie o książkach, a o rzeczywistości.

Nawet na tym blogu nie da się udawać, że koronawirusa nie ma. Da się za to podchodzić do pandemii racjonalnie. Dla tych, którzy zabłądzili na mojego bloga, mam ciekawą symulację, która dostałam od nieocenionego WJ. Można się bawić parametrami i patrzeć, co się może zdarzyć, kiedy zmienimy jedną zmienną. Pojemność szpitali? Wzrost liczby zarażonych? Mobilność obywateli? Wyniki nie napawają przesadnym optymizmem. Mimo wszystko zajrzyjcie na: meltingasphalt.com

Ahsan Ridha Hassan „Zabobon”, czyli książka jak fuga (muzyczna!)

„Diabeł tkwi w szczegółach, to jego królestwo: królestwo drobnych drzazg”. [s.111] Na początku zachęcam Was do zabawy. Spróbujcie notować wszystko, ale to wszystko!, co przechodzi Wam przez myśl przez… a niech będzie: minutę. Nie cenzurujcie się, nie zmuszajcie się do skupienia na jakimś konkretnym zagadnieniu, zróbcie sobie freeride. Przyjrzyjcie się temu fantastycznemu kłębowisku, które mamy w głowach, temu strumieniowi, w którym tematy się łączą, mieszają, pozornie bez ładu i składu i bez związku jeden z drugim. Kiedy się świadomie przyjrzycie wnętrzu własnej głowy, będziecie gotowi, by sięgnąć po książkę Ahsana…

„Requiem dla lalek”, czyli „nic nie boli jak Zbierzchowski”

„Jeśli żyje się wystarczająco długo, w zakątkach prawdy zawsze dostrzega się kłamstwo” [s.127] Cezarego Zbierzchowskiego, a raczej jego twórczość, poznałam dzięki „Nowej Fantastyce”. Były to w czasach, kiedy sięgałam jeszcze po ten miesięcznik. Pamiętam, że zaniepokoiło mnie to co i jak pisał. Niepokój został ze mną na jakiś czas, uwierając jak drzazga pod skórą. Zwykle mówi się: „Ne mogłem/am się doczekać kolejnej!” Niestety, pod tym stwierdzeniem podpisać się nie mogę. Nie szukałam jego książek i nie czekałam na nie. Kiedy jednak dostałam w ręce „Distortion”, nie mogłam się od niej…

Z „Lubimy Czytać” – „Science fiction? Nie czytam”

Weszłam sobie na Lubimy Czytać, na którym pod czarującym nickiem Orestea , publikuję recenzje i oceniam ksiązki, i co zobaczyłam? Otóż artykuł „Science fiction? Nie czytam” Jest w artykule kilka rzeczy, które zwróciły moją uwagę Po pierwsze, autor niby to dziwi się, że są Czytelnicy, którzy nie czytają SF jedynie z tego powodu, że to właśnie SF, ale od razu też się zarzeka i objaśnia, że przecież owa SF, to nie jedynie lądujący Obcy i miecze świetlne (przepraszam za powtórzenia, są celowe, chciałabym, żeby SF nie było uznawane za brzydkie…

„The Poppy War” Rebeki F. Kuang, czyli wow, ależ to jest debiut!

Zwykle na słuchawkach noszę z sobą literaturę faktu Podręczniki, wykłady, książki popularnonaukowe. Tak lubię, tak mam. Sięgnęłam jednak – trochę nieoczekiwanie dla siebie – po „The Poppy War” Rebeki F. Kuang. Audible zrobiło wyprzedaż i postanowiłam zaszaleć. Później postanowiłam sprawdzić, czy dobrze się będzie biegać przy tej książce. Okazało się, że tak, jak najbardziej, że głos czytającej ją dla Harper Collins Emily Woo Zeller bardzo mi odpowiada. Jedna z lepszych narratorek, jakie znam. Oczywiście nie jest to Richard Armitage, ale on nie może czytać wszystkiego, prawda? Miałam „The Poppy War”…

Mit i mitologia społeczna w SF

Po co mi teoria, skoro wiem wszystko🤥😉 ? Po napisaniu ostatniej recenzji – „Króla” Grażyny Adamczyk – postanowiłam przypomnieć kilka rzeczy z zakresu tak zwanej „teorii”. Łatwo się wymądrzać i krytykować, ale trzeba być czujnym, bo pycha może zwieść na manowce. Łatwo o to, gdy wiedzy nie wystarcza. Sięgnęłam więc po jedną z książek, którą czytałam już jakiś czas temu i którą uznałam za ciekawą. Zadaniem było odkurzenie sobie kategorii pojęciowej „mitu” i nie sięganie do Eliadego. Ot, odświeżam sobie podstawy nie tyle teoretyczno-literackie, co raczej socjologiczno-politologiczne. Książką na którą…

Nie! Nie! Nie! czyli #tatooGate na TT

Wkurzyłam się. Nie powinnam. Złość w końcu jest powodem zmarszczek, a wiadomo, że tych kobieta przecież mieć nie powinna. (sarkazm). Taka jestem estetycznie uświadomiona! Piszę to od razu, na początku, bo poczucie estetyki ważne w kontekście reszty wpisu. Jeśli Was przekonałam, że znam się na estetyce, jadę dalej. Miałam o tym nie pisać, ale choroba, złamałam się, bo siedziało mi w głowie całą noc. Otóż wczoraj na Twitterze wybuchła kolejna „afera”. W przeciwieństwie do tych politycznych, ta mocno mnie dotknęła. Dlaczego? Bo znowu jest ktoś, kto: Uważa, że ma prawo…

Językowy kameleon, czyli „Miasto niesamowitości” Huberta Smolarka

Dostałam „Miasto niesamowitości” Huberta Smolarka i muszę przyznać, że nie paliłam niespecjalnie, żeby sięgnąć po tę książkę. Ale kiedy już ją otworzyłam, wsiąkłam dokumentnie. Nie, nie dlatego, że jak napisano na okładce „to zbiór opowiadań z pogranicza weird fiction, fantastyki oraz thrillera, które łączy tytułowe miasto – Toruń”. Nie. Dlatego, że uświadomiłam sobie, że mam do czynienia z językowym kameleonem! Ale o tym, duuużo szerzej, za chwilę. Wydawca, prezentując tę pozycję, zachęca czytelnika przywołaniem wielkich gatunku: Poego, Lovecrafta, Doyle. To prawda, wpływy czuć i słychać w narracji, w kreacji świata…

Fajną książkę wczoraj czytałam ;)

„Niemierzalne” Margaret Heffernan to niewielka książeczka. Jeśli ktoś szuka w niej kompendium wiedzy o biznesie, procesach zmiany, zarządzaniu przez wartości, zawiedzie się srodze. Jeśli ktoś szuka inspiracji i uporządkowania wiedzy, to jest to książka dla niego. Heffernan jest ciekawą postacią, praktykiem i teoretykiem biznesu, przedsiębiorcą, wykładowcą i człowiekiem, który zarabia, dzieląc się z innymi wiedzą i doświadczeniami. Pamiętam, że moja pierwsza styczność z nią, to TED Talk, a później uczestniczyłam w konferencji, w której była keynote speakerem. Wiecie, co mi się najbardziej podobało, oprócz jej wiedzy oczywiście? Że była Teksanką…

„Armagedon wygląda mniej więcej tak, jak cała reszta”

Z „Distortion” Cezarego Zbierzchowskiego jest jak z bolącym zębem. Ząb rwie i ćmi, człowiek (a przynajmniej niektórzy) bada go językiem i dłubie w nim, więc boli jeszcze bardziej, no to bada się go i dźga jeszcze mocniej. Nie jest to przyjemne, ale ciężko wyjść ze sprzężenia zwrotnego „ból – dotyk”. Z „Distortion” jest tak samo. Nie ma się już ochoty czytać, a jednak nie da się jej odłożyć. Nie można po prostu zapomnieć o tej książce. Zacznę jednak od prostej rzeczy, od przyznania, że dawno nie czytała tak dobrej i…