Skip to content

Kategoria: Inspiracje i dezinspiracje, nie tylko literackie

Książki, które lubię i nie.

Książki, z których się uczę i czerpię wiedzę.

„O operze i o prawie” Ewy Łętowskiej i Krzysztofa Pawłowskiego, czyli o łączeniu przyjemnego i bardzo frustrującego

W Polsce – mimo lockdownów, wirusów i niedofinansowań – łatwiej jest być miłośnikiem opery niż prawa Coś mi nie brzmi ten nagłówek. Moment, poprawię go. O, tak będzie chyba zręczniej: w Polsce łatwiej być miłośnikiem opery niż zwolennikiem demokratycznego państwa prawa. Wchodzić w szczegóły nie będę, bo koń jaki jest, każdy widzi, że zacytuję nieocenionego Benedykta Chmielowskiego. Książkę autorskiego duetu: Łętowska i Pawłowski miałam na półce od dobrych paru lat. Nie przeczytałam jej jednym tchem, ale też nie jest to książka napisana tak, by ją pochłaniać, a by ją smakować,…

„Biblia waginy” dr Jen Gunter, czyli przeczytaj koniecznie!

Uwaga: w tym poście używam słów: wagina, cipka, pochwa, łechtaczka, miesiączka, seks, życie płciowe, narządy reprodukcyjne, penis oraz jeszcze bardziej obraźliwych jak: fakty oraz nauka. Ostrzegam, jeśli komuś one się nie podobają, to jest dobre miejsce, żeby czytanie tego posta zakończyć. „To nie pochwa czyni z ciebie kobietę, ale to, jak sama się czujesz”. [s. 423]   „Władza i zdrowie są ze sobą nierozerwalnie związane. Nie możesz być świadomą swoich praw pacjentką i współdecydować o procesie leczenia, jeśli masz do dyspozycji tylko nieprawdziwe informacje i półprawdy. Podobnie dzieje się, kiedy…

„Wydech” Teda Chianga, czyli humanistyczna filozofia nauki nie tylko dla wielbicieli SF

Nie przepadam za opowiadaniami Zwykle wybieram dłuższe formy. One bardziej współgrają z tym, jak pracuje mój mózg. Ale lubię Teda Chianga, czytałam wcześniej jego „The Lifecycle of Software Objects” i byłam ciekawa innych opowiadań wydanych po polsku razem z tym. Marudziłam także wewnętrznie Bo większość opowiadań z tego tomu już wyszła, a te które się ukazały (niektóre ponad 10 lat temu!) dostały i Hugo, i Nebulę, i inne nagrody. Dowód? A proszę: Nebula: Kupiec i wrota alchemika (2007) Hugo: Kupiec i wrota alchemika  (2008) Wydech (2009), Cykl życia oprogramowania (2010)…

„Diuna – Kapitularz” Franka Herberta, czyli godne zakończenie serii-legendy

„Niektórzy nigdy nie są uczestnikami. Życie toczy się obok nich. Nie stać ich na nic więcej niż niemy opór, przeciwstawiają się wszystkiemu, co mogłoby odebrać im złudzenia bezpieczeństwa”. [s. 169] Moja miłość do Franka Herberta zaczęła się dawno temu, w innej galaktyce W jednym z pierwszych wpisów w tym blogu pisałam, jak to w zamierzchłej przeszłości, w czasach, które teraz są na nowo przywoływane dzięki działaniom pogrobowców i naśladowców zamordyzmów XX wieku, pani bibliotekarka zrugała mnie, że śmiem nie pamiętać, że Herbert miał na imię Zbigniew, nie jakiś Frank. Good…

„Życie seksualne muzułmanina w Paryżu” Leili Marouane, czyli czytelnik w gabinecie luster

„[..] kim jest pisarz, jeśli nie dozorcą, mamo? Karmi się życiem innych ludzi”. [s.202] „Życie seksualne muzułmanina w Paryżu” Leili Marouane dostałam w prezencie Muszę przyznać, że były czasy, kiedy literaturę tzw „frankofonii” czytałam namiętnie i to w oryginale, nieraz frustrując się i spędzając niezliczone godziny ze słownikami (próbujcie czytać powieści napisane przez autorów z Antyli czy Madagaskaru. Francuski nie wystarczy 😳). Później zrobiłam sobie przerwę, ponieważ w życiu zawodowym potrzebny mi był angielski i musiałam się go uczyć na gwałt. Nie miałam czasu na delektowanie się tym, co powstaje…

„Paradyzja” Janusza A. Zajdla, czyli o strachu i paranoi

„… wolność – to świadomość braku alternatywy, innej możliwej rzeczywistości dla naszego świata niż ta, w której żyjemy. Masza wolność to wiara w optymalizację. Centralny System Zabezpieczeń kalkuluje bezstronnie i to on właśnie określa co w danej chwili i sytuacji jest konieczne dla przetrwania tego świata”. Miałam %&*$#-naście lat, kiedy przeczytałam po raz pierwszy „Paradyzję” Janusza A. Zajdla i pamiętam, że miałam gęsią skórkę i pogłębioną przez lekturę świadomość ogromnej opresji. Żeby było jasne – nic złego wokół mnie się nie działo, a jednak ta lektura drażniła jak pyłek olchy. …

Nie o książkach, a o rzeczywistości.

Nawet na tym blogu nie da się udawać, że koronawirusa nie ma. Da się za to podchodzić do pandemii racjonalnie. Dla tych, którzy zabłądzili na mojego bloga, mam ciekawą symulację, która dostałam od nieocenionego WJ. Można się bawić parametrami i patrzeć, co się może zdarzyć, kiedy zmienimy jedną zmienną. Pojemność szpitali? Wzrost liczby zarażonych? Mobilność obywateli? Wyniki nie napawają przesadnym optymizmem. Mimo wszystko zajrzyjcie na: meltingasphalt.com

Ahsan Ridha Hassan „Zabobon”, czyli książka jak fuga (muzyczna!)

„Diabeł tkwi w szczegółach, to jego królestwo: królestwo drobnych drzazg”. [s.111] Na początku zachęcam Was do zabawy. Spróbujcie notować wszystko, ale to wszystko!, co przechodzi Wam przez myśl przez… a niech będzie: minutę. Nie cenzurujcie się, nie zmuszajcie się do skupienia na jakimś konkretnym zagadnieniu, zróbcie sobie freeride. Przyjrzyjcie się temu fantastycznemu kłębowisku, które mamy w głowach, temu strumieniowi, w którym tematy się łączą, mieszają, pozornie bez ładu i składu i bez związku jeden z drugim. Kiedy się świadomie przyjrzycie wnętrzu własnej głowy, będziecie gotowi, by sięgnąć po książkę Ahsana…

„Requiem dla lalek”, czyli „nic nie boli jak Zbierzchowski”

„Jeśli żyje się wystarczająco długo, w zakątkach prawdy zawsze dostrzega się kłamstwo” [s.127] Cezarego Zbierzchowskiego, a raczej jego twórczość, poznałam dzięki „Nowej Fantastyce”. Były to w czasach, kiedy sięgałam jeszcze po ten miesięcznik. Pamiętam, że zaniepokoiło mnie to co i jak pisał. Niepokój został ze mną na jakiś czas, uwierając jak drzazga pod skórą. Zwykle mówi się: „Ne mogłem/am się doczekać kolejnej!” Niestety, pod tym stwierdzeniem podpisać się nie mogę. Nie szukałam jego książek i nie czekałam na nie. Kiedy jednak dostałam w ręce „Distortion”, nie mogłam się od niej…

Z „Lubimy Czytać” – „Science fiction? Nie czytam”

Weszłam sobie na Lubimy Czytać, na którym pod czarującym nickiem Orestea , publikuję recenzje i oceniam ksiązki, i co zobaczyłam? Otóż artykuł „Science fiction? Nie czytam” Jest w artykule kilka rzeczy, które zwróciły moją uwagę Po pierwsze, autor niby to dziwi się, że są Czytelnicy, którzy nie czytają SF jedynie z tego powodu, że to właśnie SF, ale od razu też się zarzeka i objaśnia, że przecież owa SF, to nie jedynie lądujący Obcy i miecze świetlne (przepraszam za powtórzenia, są celowe, chciałabym, żeby SF nie było uznawane za brzydkie…