Skip to content

Kategoria: Fascynacje historyczne

Uwielbiam historię i książki o historii. Tu będę się dzielić najlepszymi rzeczami, które przeczytałam, lub których wysłuchałam.

Imperia stepów, czyli jak „barbarzyńcy” kształtowali naszą rzeczywistość

Fajną książkę przesłuchałam „The Barbarian Empires of the Steppes”, prof. Kennetha W. Harla. Moja platoniczna miłość do tego wykładowcy jest bezbrzeżna. Harl robi zaś wszystko, żeby moje zainteresowanie nim podtrzymać, ponieważ publikuje wykłady dotyczące zagadnień, które mnie szczególnie interesują. Z tymi barbarzyńcami ze stepów też trafił i to nieźle, bo jestem po „Tajnej historii Mongołów” i chciałam sobie pewne rzeczy pogłębić. Mówicie, że on nie dla mnie? Ooo 💔🤭 Dość żarcików Jak to zwykle z „The Great Courses” i z prof. Harlem bywa: wiedzę zdobyłam, temat pogłębiłam i mam kolejne…

Efekt roku ognistego konia, czyli o „Kwiatach w pudełku” Karoliny Bednarz

To, co możecie zobaczyć na ilustracji u góry, to prosty wykres pokazujący, ile dzieci rodziło się w Japonii rok po roku. Zaczyna się niewinnie, prawda? Od kilku kropek. Nie będzie jednak o polityce demograficznej, 500+ i innych takich. Nie. Będzie o książce, ale zacznę właśnie od statystyki Sprawdzałam – jak to ja – jedną z danych, o której w swoich „Kwiatach w pudełku” pisała Karolina Bednarz. Otóż autorka wspomniała była, że w Japonii nieźle się trzyma wiara w pomyślne i niepomyślne lata. Ot, powiedzielibyśmy sobie – przesąd, jakich mnóstwo. Szczęśliwie,…

Ach, ci Wikingowie! Czyli „The Vikings” K. W. Harla

Kolejny doskonały audiobook nagrany przez prof. Kennetha W. Harla. Tym razem dostajemy 36 wykładów o Wikingach. Tak, będzie o atakach na biedne i niczego się nie spodziewające klasztory, o rzeziach i walkach, ale nie tylko. Dla mnie to przede wszystkim fascynująca opowieść o zmianie. O przejściu z bycia niewielką grupą ludów zagubionych na północy Europy do bycia klasą rządzącą w wielu „krajach”/rejonach/regionach. Od grup rodzinnych po monarchie. „The Vikings” traktują także o wpływie religii na zmianę form bytowania, o fascynujących sagach rodzinnych, o technologii budowania statków. O chęci eksploracji, o…

Jak tytuł książki podniósł mi ciśnienie…

Najpierw ocena, potem irytacja, porządek musi być 😉 Sporo czasu ostatnio „spędzam” w Bizancjum. Nadrabiam zaległości, które z perspektywy czasu oceniam jako zawstydzające. Konstantynopol, Wschodnie Imperium Rzymskie, i wszystko, co się z nim wiąże, począwszy od kultury, przez religię, sztukę, zwyczaje,  traktujemy w „naszej części Europy” per noga, „bo to nie nasze cesarstwo”. Super, jacy mądrzy jesteśmy, prawda? Wiemy, co ważne i skąd się wzięliśmy. Aha, sure. A na jakiej podstawie tak twierdzimy? Na podstawie naszej niewiedzy? No właśnie. Złapałam się kiedyś na żenującej niewiedzy i postanowiłam coś z nią…

Nie samym Rzymem człowiek żyje

Juliusz Cezar i Juliusz Cezar! A gdzie Teofano? W „naszym kręgu kulturowym” zwykło się czcią i rewerencją otaczać starożytny Rzym, pamietać o Grecji, a potem upajać się wielkością imperiów, które powstały w świecie, którego ponoć jesteśmy dziedzicami. Bizancjum pomijamy i zapominamy o nim i gucio o nim wiemy. Popatrzcie na programy szkolne. Ile tam miejsca poświęca się cywilizacji Bizancjum? No właśnie. I nie, nie zgadzam się z zasłyszaną kiedyś tezą, że Bizancjum jest ważne tylko dla Rosji i różnego autoramentu rusofilów. To bzdura, w dodatku szkodliwa, bo zamykająca nas bezpiecznie…

„Kocham cię jak Irlandieeee”

Z „Dublina” do „Irlandii” Edward Ruthefurd w swojej „Irlandii” kontynuuje wątki z wcześniejszej książki, z „Dublina”. Śledzimy losy potomków bohaterów, których zdążyliśmy już poznać, a nawet polubić. Pierwsza książka obejmuje ponad tysiąc lat historii Szmaragdowej Wyspy, druga – ledwie kilka setek, ale jakie to lata! Anglicy coraz bardziej ograniczają autonomię irlandzkich baronów, napływają nowi koloniści, różniący się od rdzennych Irlandczyków religią, zwyczajami, językiem, wprowadzane są nowe prawa. Ciężka ręka Korony ogranicza i dramatycznie utrudnia życie. Wojny domowe, bunty, rzezie, wielki głód, fala emigracji za ocean, powstanie i niepodległość. Sporo się…

Jak zmasakrować templariusza i asasyna? To proste!

Mam nieszczęście należeć do tych ludzi, którzy rzadko odkładają książki. „Jak to, ja nie dam rady?”, „Nie, dam mu/jej szansę”, „Może się rozwinie”, „To nie może być takie złe”. Wiecie, takie właśnie myśli chodzą mi po głowie, kiedy czytam jakiegoś gniota. To czemu nim nie rzucę w kąt? Bo po pierwsze: książkami się nie rzuca, a po drugie, uczono mnie przecież, żeby się nie poddawać. Nie poddaj się! Wytrwaj! Idź do przodu! No. Tak. Chciałam uzupełnić wiedzę. Po raz kolejny przeleciałam przez „Królów przeklętych” Maurice Druona i chciałam odświeżyć to,…

„Ciemna strona Waszyngtonu”, czyli: nie, to nie jest aluzja to teraźniejszości

JFK  i jego czasy, ech… Jak już się zwierzałam, historia prezydentury JFK nigdy nie pociągała mnie jakoś specjalnie. Jednak po przesłuchaniu „A Cruel and Shocking Act” Philipa Shenona postanowiłam pogrzebać trochę w literaturze dotyczącej tego okresu i tej postaci. Odrzuciłam kilku apologetów Kennedy’ego, odrzuciłam kilku jadowitych przeciwników i skupiłam się na takim mniej zajadłym, na Seymourze M. Hershu. Sięgnęłam po jego „Ciemną stronę Waszyngtonu” i nie zawiodłam się. Lubię książki porządnie obudowane przypisami, cytatami i bibliografią. Nazwijcie mnie zboczeńcem i fetyszystą, ale jeśli ktoś pisze historię, to jego głowa nie…