Skip to content

Kategoria: Fascynacje historyczne

Uwielbiam historię i książki o historii. Tu będę się dzielić najlepszymi rzeczami, które przeczytałam, lub których wysłuchałam.

„Wspomnienia matki córki z powstania 1863r”, czyli prawda w stanie surowym

„Cokolwiek już zarzucono, cokolwiek historja, może i słusznie, zarzuci tym ludziom, że „krzewili złudzenia, marzenia” – to na ich i swoją obronę powiedzieć trzeba, że takiemi złudzeniami ludzkość żyła stale, a usposobienie do złudzeń, będące rodzajem uszczęśliwienia, jest dziełem chwili odpowiedniej, jest stanem duszy, jakim tylko jakaś wyższa siła obdarzyć nas może, a nie namowy czy zewnętrzne okoliczności; siła ta wywiera wpływ mimowolny, budzi uśpiony duch narodowy”. [s. 19] „Wspomnienia marki i córki z powstania 1863r” Książka o historii z historią Powoli wygrzebuję się z XIX wieku, za którym nie…

„Musashi” Eiji’ego Yoshikawy, czyli wielka miłość od pierwszego wysłuchania

  “Musashi wondered how many people there were who on this night could say: “I was right. I did what I should have done. I have no regrets.” For him, each resounding knell evoked a tremor of remorse. He could conjure up nothing but the things he had done wrong during the last year. Nor was it only the last year—the year before, and the year before that, all the years that had gone by had brought regrets. There had not been a single year devoid of them. Indeed, there…

„Tolkien i pierwsza wojna światowa. U progu Śródziemia” Johna Gartha, czyli (tylko) dla miłośników JRRT

„Wola będzie bardziej niezłomna, serce odważniejsze, a duch silniejszy, w miarę jak słabnie nasza siła” (fragment staroangielskiej „Bitwy pod Maldon”, dopisek ML) […] to podsumowanie dawnego północnego, heroicznego kodeksu doskonale odpowiadało potrzebom czasów Tolkiena. Wynikało ze świadomości, że może nadejść śmierć, lecz skupiało się uparcie na osiągnięciu resztkami sił wszystkiego, co się da[…]” Brzmi znajomo? Powinno. Jak zauważą wszyscy, którzy kiedykolwiek czytali Tolkiena, jest to podejście bliskie wszystkim jego bohaterom. Ale w czasach, które obejmuje opisem „Tolkien i pierwsza wojna światowa. U progu Śródziemia” Johna Gartha, nie ma jeszcze Froda,…

„W salonie i w kuchni” Elżbiety Kaweckiej, czyli prawdziwe życie w dworkach i pałacach

Lubię takie książki, które już pożółkły 🙂 Wiem, to znak słabej jakości papieru i tego, że niebawem książka, którą lubię, może odejść do książkowej Krainy Wiecznych Łowów. Ale jest coś dojmująco pięknego w kruchości przedmiotów, podobnie jak piękna jest kruchość ludzi, której ci czasem nie boją się pokazać. „W salonie i w kuchni” Elżbiety Kaweckiej pięknie się starzeje. PIW wydał ją ascetycznie, ale i też wyszła w trudnym roku, w 1989 i sama jest świadectwem epoki wielkich zmian. Czarno białe ilustracje nienajlepszej jakości, słaby papier, okładka na której widać każdy…

„W cieniu koronkowej parasolki”, czyli jak zagubiłam się między halką a gorsetem

Wyznanie z tytułu jest boleśnie prawdziwe Uwielbiam czytać o historii ubioru, chodzę/chodziłam na wystawy, na których mogłam zobaczyć tiurniury, gorsety, suknie, mantyle, fichu, rękawiczki, pantalony… Mnie – człowieka chodzącego zwykle w dżinsach, wybierającego odzież prostą i wygodną – fascynuje proces projektowania, produkowania, szycia i ubierania tych warstw, upinania ich. Chodzenia w nich, prania, prasowania! Radzenia sobie z chłodem i upałem. Czyli cała ta otoczka normalności, o której zapominamy, bo dla nas to, co kiedyś było normalnym ubraniem, jest „k o s t i u m e m  z epoki”. A…

„Wyprawy krzyżowe w oczach Arabów” Amina Maaloufa. Czyli nic dodawać nie trzeba, prawda?

„Mieszkańców ziemi można podzielić dwojako, Na tych, co mają rozum, lecz brak im wiary, I na tych, co mają wiarę, lecz brak im rozumu” Abu al-Al Marri [s.51] Na początku była obawa Podchodziłam do tej pozycji z niezwykłą ostrożnością. Nie, nie dlatego, że na krucjaty patrzy nie z „naszej” perspektywy. W końcu po to po nią sięgnęłam, żeby wyjść z własnego paradygmatu. Obawiałam się, co i jak może napisać Maalouf Wiecie… pisarz zawsze ma ochotę podkoloryzować, podkreślić, uwypuklić. Zsubiektywizować. Zawsze, to – choroba jakby to powiedzieć? – skaza. Jakby rzeczywistość…

„Historia życia prywatnego. Od Cesarstwa Rzymskiego do roku tysięcznego”. Czyli – skarb, nie książka!

Na początek – wstydliwe przyznanie się do stronniczości Muszę przyznać jedno: przyzwyczaiłam się do anglosaskiego sposobu uprawiania historii i jej popularyzowania, ten francuski wydawał mi się zatem na początku lektury „Historii życia prywatnego” nieco… nazbyt eseistyczny. Publicystyczny. Dygresyjny i nawet średnio naukowy. Tak, biję się w piersi, tak myślałam. Wszystko jest kwestią nawyku i muszę przyznać, że pod naporem faktów ugięłam się i po prostu czytałam i czytałam. Po zakończonej lekturze z chęcią koryguję sama siebie: części napisane przez historyków francuskich czytało mi się równie dobrze jak tą, stworzoną przez…

Radek Rak i jego „Baśń o wężowym sercu, albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli”, czyli uwodzicielski rytm języka

„[…] przyszłość tworzyć może każdy, kto chce, ale do tworzenia przeszłości trzeba wielkiej czarodziejskiej mocy albo sprytnego umysłu”. [s. 167]. Pochodzę z Galicji Jeślibyście mieli tyle lat, ile mam ja i gdybyście mieli w dzieciństwie okazję słuchać bardzo, bardzo wiekowych sąsiadów i sąsiadek, słyszelibyście czasem wspomnienia o tym, jak to „pradziadek poszli, a później z konikiem wrócili. Konik ładny był, ino na robotę w polu za słaby, to i się zmarnił”. Tu ktoś poszedł z chłopami, ale się spił w karczmie i go ominęło. Co? Przygoda? Tragedia? Okazja do zarobku?…

„Kapitan i dwie panny”, czyli historia z pierwszej ręki

Najlepsza jest taka historia, którą dostaje się wprost od jej świadków. To dlatego „Kapitan i dwie panny” są tak fascynującą lekturą. Nie, „Kapitan i dwie panny” to nie jest powieść o zaletach ménage à trois NIektórzy mogliby powiedzieć „niestety”, na szczęście nie znam takich osób. „Kapitan i dwie panny” to trzy, wydane przez Wydawnictwo Literackie, pamiętniki z XIX wieku, pisane przez dwie panny: Helenę Darowską z domu Mieroszewską, Helenę z Kadłubowskich Kunachowiczową i kapitana Józefa Patelskiego. Muszę przyznać, że wszystkie trzy pamiętniki uwiodły mnie absolutnie Każdy z nich jest w…

„Ostatnie lata polskiego Wilna”, czyli ot, taka sobie przyjemna pogadanka historyczna

W Małopolsce ciągle jeszcze można usłyszeć/przeczytać określenie „austriackie gadanie” Oznacza to paplaninę bez większego sensu, uprawianą głównie po to, żeby mówić. Nie ukrywam, że przyszło mi to sformułowanie do głowy, kiedy czytałam „Ostatnie lata polskiego Wilna” Kopera i Stańczyka. To nie jest jednak taka zła książka Uznaję ją po prostu za niezwykle irytującą i rozczarowującą pozycję, za taką, która dobrze się zapowiadała, ale obietnic nie dowiozła. „Ostatnie lata polskiego Wilna” zasadzie zawierają wszystko, co powinna mieć dobra książka popularnonaukowa. Historia Wiln a w XX-leciu to przecież materiał, który mógłby przełożyć…