Skip to content

Byłam gościem profilu Znamy-czytamy.pl!

Last updated on 26 lipca 2021

To były bardzo intensywne dla mnie dni, bo nie dość, że byłam na Znamy-czytamy.pl, to jeszcze kończyłam urlop, spotykałam się z rodziną, trenowałam. No, było intensywnie!

Dlatego nie spamowałam mojego bloga, FB i IG. Teraz napiszę tu to, czym dzieliłam się z kochającą literaturę społecznością.

To były moje drugie dni autorskie w Znamy-Czytamy!

Tym razem tremę pierwszego razu zastąpiła ekscytacja, że znowu będę mogła znaleźć się w miejscu, w którym jest tylu ludzi życzliwych książkom i ich autorom. 🙂 Pretekstem do tego spotkania z Wami jest premiera mojej trzeciej książki, tym razem e-booka, „Sztuka znikania”.

Przez kolejne trzy dni opowiadałam o moich książkach i nieco o sobie.

Dlatego od teraz – narracja będzie w pierwszej osobie 😉

Postaram się wprowadzić Was w świat mojego cyklu, „Drogi Smoka”, opowiadając o nim i zachęcając do wejścia i jednocześnie – nie ujawniając za wiele.

Na początek – krótko o mnie. Nazywam się Monika Lech, jestem – co stale wypomina mi moja dorosła już siostrzenica – „poważną panią po pięćdziesiątce”. Przez ponad 20 lat pracowałam, głównie w mediach, ale któregoś dnia powiedziałam sobie, że już mam dość bycia managerem, dość – po prostu. Krótko mówiąc – wypaliłam się kompletnie. Szczęśliwie dla mnie domyślałam się, że coś takiego mi się przydarzy (w końcu, kiedy się pracuje kilkanaście godzin dziennie i jest się zawsze pod telefonem, to czego się można spodziewać, prawda?) i przygotowałam się do tego pod wieloma względami. Najważniejsze – myślałam sobie, że wreszcie odrobię zaległości w lekturze!

Zawsze mnóstwo czytałam. Wcześnie zaczęłam. Mój Dziadek nauczył mnie czytać, żeby mieć ze mną mniej kłopotów, a nie przewidział, że przez książki będzie ich tylko więcej i więcej :D.

Jestem mu wdzięczna za to, że tak rozumiał opiekę nad wnuczką!

Po jakimś czasie odkryłam, że odpoczęłam, że w mojej głowie, zawsze pełnej fragmentów opowieści i dialogów, zaczyna się tworzyć kompletna historia z niezłymi bohaterami.

Moją drogę do pisania, decyzję o odejściu pracy i przygotowania do tej decyzji opisałam na moim blogu. Jeśli jesteście zainteresowani, zapraszam: https://www.veryurbanfantasy.pl/co-czlowiek-robi-kiedy-nic-nie-robi-czyli-o-pozytkach-z-sabbaticala/

Zaczęłam pisać. Był kwiecień 2018, to pamiętam. W czerwcu moja pierwsza książka, „Morze krwi”, była gotowa. Tak zaczęła się seria urban fantasy, której trzeci tom, „Sztuka znikania”, ukazał się w poniedziałek. Ale skończywszy „Morze…” Nie przestałam pisać! Od razu siadłam do kolejnej książki. Czułam, że opowieści się ze mnie wylewają. Jakbym miała w sobie osobny świat, który chce się wydostać na zewnątrz i zostać zauważony.

W pierwszym poście napisałam Wam o tym, skąd się wzięłam

Nie „na świecie”, bo nie będę tu o pszczółkach i motylkach, tylko skąd się wzięłam jako pisarka. Przyznałam się, że „Droga Smoka” prawie wydostała się ze mnie i przelała się na pliki w komputerze. Tak właśnie to czułam. Pisało mi się szybko, czasem miałam do siebie żal, że muszę się zatrzymać i zrobić porządny research, że muszę przemyśleć scenę, bo może i brzmi ona nieźle, ale logicznie nie trzyma się kupy.

Jeśli chciecie wiedzieć, dlaczego urban fantasy i co to jest (w mojej definicji) urban fantasy, to – żeby się nie powtarzać – podsuwam jedną z moich notek blogowych: https://www.legimi.pl/autor/lech-monika,ad200192/?sort=popularity

Świat Nadnaturalnych, w który stopniowo wprowadzam moje Czytelniczki i Czytelników oraz moich ludzkich bohaterów, pojawiał się we mnie stopniowo. Nie będę udawać, że od razu wiedziałam o nim wszystko. Nie, nie tak to było. Odsłaniał się przede mną, wymyślałam go dopracowywałam szczegóły, zasady, prawa. Zapisywałam je w osobnym pliku, żeby nic mi nie umknęło i nic mi się nie pomyliło.

W „Drodze Smoka” ludzcy bohaterowie wchodzą powoli w świat Nadnaturalnych. To taki świat, który od zawsze koegzystuje z naszym, ale którego nie widzimy, głównie dlatego, że nie chcemy dostrzegać pewnych rzeczy. Tak jest dla nas lepiej, bezpieczniej. Ten splątany z naszym świat składa się z czterech gatunków istot mniej lub bardziej inteligentnych. Są Zmienni, którzy posiadają dwie formy: człowieka i Bestię. Są Nieśmiertelni, mało elegancko zwani wampirami, którzy irytują się na popkulturowe stereotypy. Są Magiczni, do których należą i wróżki, i szamani, i szeptuchy, i potężne wiedźmy. Ostatnią Nadnaturalną rasą są Panteony, czyli bóstwa różnego autoramentu, pochodzące z różnych mitologii. Niektóre słabiutkie – jak driady, inni tak potężni, że nie pokazują się na Ziemi, bo miałoby to potencjalnie dramatyczne konsekwencje.

W „Morzu krwi” moi ludzcy bohaterowie: Andrea i jej przyjaciele: Kuba, Wojtek i Michał poznają tylko Zmiennych. To ich pierwszy kontakt z Nadnaturalnymi i pierwszy szok, który ludzie – co trzeba przyznać – znoszą całkiem nieźle.
Kim są i jacy są moi ludzcy bohaterowie – w następnym poście.

Andrea wychowywała się w Krakowie po sąsiedzku z Wojtkiem, Kubą i Michałem

Wojtek jest policjantem, Kuba programistą, a właściwie to twórcą gier komputerowych, a Michał poszedł w ślady rodziców i jest lekarzem, chirurgiem. Andrea wcześnie uciekła z domu i zaciągnęła się do wojska. Przez dziesięć lat stacjonowała w Afryce i – jak sama mówi – jakoś żyła. Po dekadzie złożyła dymisję i wróciła na stare śmieci. Dziewczyna może wyjść z wojska, ale wojsko zostaje w dziewczynie, dlatego Andrea pracuje jako ochroniarz, czasem robiąc inne fuchy i zlecenia. Nie czuje się najlepiej w Krakowie. Raz dlatego, że nie pasuje specjalnie do Woli Justowskiej, gdzie mieszka. Dwa – wojsko to nie pensja dla panien, a i Andrea nie ma temperamentu „prawdziwej damy”, cokolwiek miałoby to znaczyć. Klnie jak szewc i przekleństwo potrafi włożyć w nawet najprostsze zdanie. Jest gwałtowna, uparta, stanowcza. Unika mężczyzn. Kuby, Wojtka i Michała za mężczyzn nie uważa, tylko za braci o bardzo niskim IQ.

W życiu tych właśnie trzydziestolatków pojawia się Alex Fitzwilliam, któremu Andrea musi zapewnić bezpieczeństwo. Dzięki niemu i jego szefowi Yi Hyeon Ju nasi Krakowianie zostają wciągnięci w tryby Nadnaturalnego świata.

Akcja cyklu „Droga Smoka” zaczyna się w 2052 roku. Dlaczego w tym właśnie? Znowu chętnych i ciekawych odsyłam do bloga: https://www.veryurbanfantasy.pl/dlaczego-cykl-droga-smoka-zaczyna-sie-w-2052-roku/

W „Morzu krwi” dzieje się sporo rzeczy niepięknych, brutalnych i opisanych mocnym językiem. Ale jest także lojalność, przyjaźń i miłość, która pojawia się jakby znienacka, niepewna swego, pełna obawy, ale i nadziei.
Tyle że nie ma „i żyli długo i szczęśliwie”, bo nad głową Andrei wisi pewna przepowiednia.

Wiecie, tak sobie sprawdziłam to, o czym zamierzam Wam opowiedzieć w czasie naszego spotkania i dotarło do mnie, że

zapomniałam o rzeczy niebywale ważnej! O bohaterkach drugiego planu, zawsze obecnych w mojej serii!

Poznaliście już część ludzkich bohaterów mojej „Drogi Smoka”, za kilka godzin przedstawię Wam innych, tych nie-ludzkich, ale nie powiedziałam, nawet nie zaplanowałam słowa o najważniejszych! O wronach.
Mam kilka zwierząt, które lubię bardziej niż inne, ale wrony i kruki to moje ulubione ptaki. Są niebywale inteligentne jak na istoty o w sumie niewielkim mózgu. Radzą sobie w trudnych niszach ekologicznych, są ptakami, których symbolika jest niebywale skomplikowana i występuje w różnych kulturach.
Wrony są stałymi gośćmi na moim balkonie. Patrzą przez okno, przyglądając się, co robię. Drą dzioby, komunikując się ze sobą, kradną moje rzeczy! Tak, raz zdarzyło mi się wystawić ugotowane jajka do szybkiego wystygnięcia, dziesięć minut później nie było po nich śladu, a ja zastanawiałam się, czy mnie się te jajka przyśniły i czy przypadkiem nie wariuję. Wiecie, śladu, dranie, po tym zaborze mienia nie zostawiły!
W „Drodze Smoka” występują wrony! Najpierw jako tatuaże Alexa, potem… nie, nie powiem.
Mają swoje imiona: Emmy – a jest ich kilka/kilkanaście – to łobuzy i rozrabiaki. Mabel są dwie i są wścibskie, ciekawskie i wszystko muszą widzieć. Ethel są również dwie i one są nieco złowrogie i złośliwe, ale w sumie – jeśli nic ich nie zdenerwuje – to takie ciocie-klocie.
Jak widzicie o wronach mogę długo! To dlatego jedna z nich jest w moim logo:) i dlatego mam wytatuowane wrony.
Lubię tatuaże, wiem, że wielu osobom – także z mojego pokolenia +50, bardzo one przeszkadzają, ale wychodzę z założenia, że to moje ciało i mogę je ubierać, jak chcę. Na zdjęciach moje wrony – te domowe i te wytatuowane. A, i nie, nie są to moje jedyne tatuaże. I tak, zawsze któryś jest widoczny 🙂

Sławne „i żyli długo i szczęśliwie” pojawia się  w „Pracowitych wakacjach w Rzymie”, w drugim tomie „Drogi Smoka”

Alex i Andrea siedzą sobie spokojnie w kuchni w domu Michała i opowiadają część swoich przygód, które przeżyli w Kongo, gdy dzwoni telefon z Wiecznego Miasta. To odzywa się dawny „znajomy” Andrei, niejaki Wujaszek Wania. Prosi o pomoc, o zrobienie czegoś, czego kobieta nie może mu odmówić. No bo jak odmówić rosyjskiej mafii?
W związku z ową niemożnością i Andrea, i Alex jadą do Włoch…

W drugim tomie zabieram Czytelniczki i Czytelników w jedno z moich ulubionych miejsc, do Rzymu. To miasto ma specyficzny zapach, ma swój smak, przede wszystkim zaś jest ogłuszająco piękne, co wystarczy zauważyć, jeśli zejdzie się z utartych, pielgrzymkowych szlaków. W tym właśnie mieście Andrea ma odnaleźć zaginioną córkę Wujaszka Wani.

Nim odnajdzie dziewczynkę wpadnie na kolejnego Zmiennego, pół-Rosjanina, pół-Chińczyka, Olega Tsun, biznesowego szefa rosyjskiego imperium w sercu Rzymu. I będzie to powodem sporych problemów.

Kłopot polega na nie tylko tym, że Tsun jest Alfą Watahy na terenie rosyjskiej rodziny mafijnej, Alex jest Alfą bez Watahy, a Andrea jest Alfą i kropka. Za dużo osobników alfa prowadzi do przemocy, ale nie o to chodzi, nie o zwykłe przepychanki pod tytułem „kto tu rządzi”. Sytuacja jest co najmniej delikatna na wielu frontach.

Po pierwsze – córka Wujaszka Wani zniknęła i sprawa jest wewnętrzną robotą, co do tego Andrea nie ma wątpliwości. Mafia zawsze oznacza kłopoty, to druga kwestia, co do której nie ma dyskusji. Trzecią jest zastanawiające zachowanie bossa, który ma czas na bale, rauty i spotkania, co jest dziwne w tym konkretnym układzie. Jest jeszcze „drobna” kwestia: Andrea zaczyna zakochiwać się w Olegu, nie przestając kochać Alexa. I w „normalnym” świecie, i w Nadnaturalnym to zła wiadomość, szczególnie, że Zmienni są niezwykle terytorialni, a czy komu się to podoba, czy nie Alex kocha Andreę i uznaję ją za swoją partnerkę.

Rzym jest zatem beczką prochu, której warto by było jednak nie wysadzić, w każdym razie nie od razu. Trzeba znaleźć porwane dziecko. Najpierw dziecko, potem drama – wydaje się być mottem Andrei.

Tyle, że bez dram się nie obejdzie.

Częścią owej dramatycznej otoczki każdych wydarzeń w „Drodze Smoka” są Nadnaturalni bohaterowie drugiego planu

Jakoś tak się dzieje, że większość moich Czytelniczek i Czytelników słysząc „drugi plan”, myśli: bracia Napierowie!

No tak, napisałam ich! Napierowie to siedmiu Szkotów, to żołnierze służących w ludzkiej armii, ale głównie przyjmujących rozkazy od Yi Hyeon Ju, głowy Zmiennych na Ziemi.

Napierowie są jak siła natury. Charles aktualnie dosłużył się stopnia pułkownika, jest najstarszym i najpoważniejszym z braci. Jest potężnym Zmiennym, którego nie sposób się nie obawiać i nie szanować. Frederick jest drugi w kolejności, James trzeci. James, w przeciwieństwie do reszty Napierów, mówi dalej ze szkockim akcentem, który – jak sam twierdzi – świetnie pasuje do jego rudych włosów. Andrew jest czwartym w kolejności „trollem”, który do czasu Rzymu oświadczył się Andrei jakieś pięć razy. Jest kobieciarzem, uroczym czarusiem, którego zdaje się nie lubić tylko jedna osóbka… nie powiem kto. Harry jest piąty w kolejności, geekiem rodu Napier. George jest spokojny i dość milczący, ale jest Napierem i sama jego obecność naraża serca niewieście na szwank. Takie przynajmniej chodzą słuchy. Najmłodszy Napier, beniaminek rodziny, to Lachlan.

Andrea ma swoich ulubieńców wśród Napierów. Alex nazywa Lachlana „pieszczoszkiem Andrei”, Andrew otrzymuje groźby za każdym razem, kiedy się oświadczy, a James jest wciągany w konkurs spojrzeń. Nie da się ukryć, Zmienni to rasa w 96% składająca się z samców i przez to narażona na destrukcyjne skutki działania testosteronu. Zapewniam Was, że dzięki temu jest się z czego pośmiać.

Sytuacja w Rzymie rzadko jednak pozwala na śmiech. Za dużo niewiadomych, za dużo rzeczy, które mogą pójść bardzo, bardzo źle, za dużo możliwości popełnienia śmiertelnego błędu. „Pracowite wakacje w Rzymie” zaczynają się od telefonu, kończą się kawalerskim oraz sesją gier komputerowych. Tyle mogę powiedzieć, nie zdradzając treści. 🙂

W świecie „Drogi Smoka” są nie tylko powieści, ale i opowiadania i nowelki

„Kafejka nad Wisłą” to nowelka, której akcja rozgrywa się w Warszawie. Jej bohaterką jest Magda, literaturoznawczyni i kelnerka przy okazji oraz Zmienny Claude, którego znają Czytelniczki i Czytelnicy „Pracowitych wakacji w Rzymie”. Coś złego się dzieje w stolicy, bo wszędzie widać padłe ptaki. Jakby ktoś strącał je z nieba. Magda niepokoi się tym zjawiskiem, a Claude? A Claude szuka zupełnie czegoś innego. Ale spotykają się przypadkiem i zaczyna się dziać.

Dwa opowiadania, których bohaterkami są panie Basia i Oleńka, kucharka i gosposia u Nitschów, sąsiadów i przyjaciół Andrei ukazały się w marcu tego roku w tomiku opowiadań „KobieTY”, wydanego przez Wydawnictwo 4 Generations. W tych opowiadaniach opisuję miedzy innymi, jak wyglądał przyjazd Alexa do Krakowa, widziany z ludzkiej, zdroworozsądkowej perspektywy. 🙂

Akcja „Sztuki znikania” zaczyna się pewnego sierpniowego dnia, kiedy Andrea idzie do sąsiadów, żeby wyżalić się na jej straszliwie ciężkie życie

Nie znajduje zrozumienia – przynajmniej nie takiego, jakie by chciała, ale wreszcie zaczyna rozumieć siebie i swój strach przed życiem z kimś. To efekt rozmowy z Mary Nitsch, jej ciotką. Takie dyskusje zwykle stawiały Andreę do pionu. Jak widać – niewiele się zmieniło od czasów, kiedy Andrea była nastolatką.

Tyle że wprowadziłam Was w błąd! Historia, którą opowiedziałam w „Sztuce znikania” nie zaczyna się w sierpniu 2053 roku, ani nie kilka tygodni wcześniej w Rzymie, ani nie rok wcześniej. Ma swoje początki dawno, dawno temu, kiedy pewien młody mężczyzna i jeszcze młodsza kobieta powiedzieli sobie niechętne „tak”.

Podobno są badania mówiące, że aranżowane małżeństwa są statystycznie szczęśliwsze i trwalsze od tych zawieranych z miłości. Nie wiem, nie sprawdzałam tych danych, nic o tym nie mogę powiedzieć mądrego. Jako autorka „Sztuki znikania” mogę jedynie nadmienić, że akurat to małżeństwo, o którym wspominam w książce, do szczęśliwych nie należało. A nieszczęście nie zna granic ni kordonów i lubi się rozmnażać przez pączkowanie. Czasem jedna nieszczęśliwa osoba potrafi zatruć dużą populację.

Ale wróćmy do Krakowa, w którym zamieszkali Alex, Oleg i Andrea. Pracują sobie spokojnie, przyjmują gości (ratunku! Napierowie zwalili się nam na głowę!), rozwiązują kłopoty i problemiki, aż Andrea wpada na bardzo niepokojące dane. Wielce zastanawiające są owe informacje, bo wygląda na to, jakby ktoś je specjalnie ukrywał… Jakby nie chciał, by wpadł na nie Yi Hyeon Ju.
Dodatkowo kobietę męczą koszmary, których nie pamięta po przebudzeniu. Wie, że śni jej się coś strasznego, przeżywa to każdej nocy, ale… nie ma śladu, nic nie może zapamiętać.

Brak snu, praca, złe przeczucia, niemiłe sprawy, to fakt, ale przecież nic z tego nie zapowiada jednak tragedii, która rozegra się w Londynie, a której korzenie tkwią w przeszłości. A trzeba powiedzieć, że kiedy się jest długowiecznym Nadnaturalnym, to ma się sporo historii do opowiedzenia.

„Sztuka znikania” jest o wyborach. Dobrych, głupich, tchórzliwych, oportunistycznych, trudnych. Takich, które podejmuje się w konkretnym kontekście, wyciągając rękę po jedno, uciekając od czegoś innego lub odkładając to coś na później. To także opowieść o tym, że władanie rasą, rasami Nadnaturalnych to sztuka dokonywania niepopularnych wyborów.

W „Sztuce znikania” Czytelniczki i Czytelnicy mają wreszcie szansę spotkania przedstawicieli wszystkich ras świata Nadnaturalnego

Zawrzemy bliższą znajomość z Yi Hyeon Ju, władcą Zmiennych, oraz z jego sekretarzem i przybocznym Akanishi no Yoshitsune. Poznamy Parvaneh, władczynię Nieśmiertelnych, która – jak się okaże – ma ciekawe związki z Yi Hyeon Ju, związki, z którymi dwójka władców nie obnosiła się przez ostatnie kilkaset lat z powodów osobistych.
Spotkamy Fabrizia di Savoia, potężnego i starego Nieśmiertelnego, który zrobi wiele, by wynagrodzić szkody, jakie światu wyrządziła jego córka.
W Nowym Jorku będziemy gościć u Harlana III i Mikey, u ojca i córki, najpotężniejszych Magów na Ziemi.
Przyjrzymy się, jak pracuje bogini Maat, po ludzku zwana Moirą Pickwell, która z ramienia Panteonów pilnuje porządku w tej części świata Nadnaturalnego, która rezyduje na Ziemi.

Wpadniecie, Drogie Czytelniczki i Szacowni Czytelnicy, w sam środek Nadnaturalnego zamieszania, które wygląda jak sprytnie pomyślany przewrót.
No dobrze, a co z Andreą? A Olegiem? Z Alexem?
No cóż… o nich jest „Sztuka znikania”. Coś zniknąć musiało, coś musiało odejść. Co? Kto? Dlaczego?

Cczy los jednostek ma znaczenie w sytuacji, gdy świat, jaki znamy, może się zwalić na głowę milionom istot?

No i jest przecież ta przepowiednia Andrei…

Ale „Sztuka znikania” nie skupia się wyłącznie na Nadnaturalnych i ich dramatach

Nie, bo świat składa się także z ludzi. W „Sztuce znikania” poznacie bliżej Mary Nitsch, która jest doktorem nauk medycznych i nie ma zamiaru być znana jako „matka Miśka Nitscha”. Mary i jej chłodny, precyzyjny sposób myślenia okaże się bezcenny dla Nadnaturalnych. Co Nadnaturalni będą mogli zrobić dla Mary? Ha….

Kuba, jedna moich ulubionych postaci, nie będzie miał łatwego życia w „Sztuce znikania”. Co prawda jego gra, Arachne, będzie święcić tryumfy, a on będzie musiał brylować na imprezach gamingowych (zwykle towarzyszyła mu na nich Andrea, ale jako że tym razem nie mogła, to jego „plus one” była Nieśmiertelna, Sasza, z którą Kuba się zaprzyjaźnił), ale jego życie… po prostu życie tak proste nie będzie.

Wojtek ma kłopoty w pracy, które odbierają mu jakąkolwiek chęć meldowania się na służbę, a Michał ociąga się z decyzją zmieniającą jego życie.

Są jeszcze panie Oleńka i Basia, które budzą respekt nie tylko ludzi. Hyeon Ju by się do tego nigdy nie przyznał, ale wszyscy wiedzą, że nawet on nie zantagonizowałby żadnej z pań. Odcięcie od źródła sernika, szarlotki i kompromitujących informacji o mieszkańcach Woli Justowskiej byłoby dla władcy Zmiennych zbyt bolesne.

W tej książce pokazuję kojenie okruchy przeszłości Andrei, Olega, Alexa, Parvaneh, Hyeon Ju, Yoshitsune i Fabrizia. Istoty, które żyją tak długo jak oni, mają mnóstwo do powiedzenia.

Dlaczego ona tak klnie?

 

Odpowiedź: bo tak!

Ok, to nie była część o ilości przekleństw na stronę tekstu.

Czasem Czytelniczki i Czytelnicy pytają mnie o inspiracje. To trudne pytanie, bo praktycznie wszystko może nią być: zasłyszany w tramwaju dialog, scenka widziana z okna pociągu, fakt znaleziony w audiobooku, jakaś myśl, która wpadła mi do głowy w czasie czytania, a która nie chciała opuścić mózgu, słowa piosenki, etc. etc.
Pisałam już, że czytam i słucham mnóstwo książek. Jestem absolutnym bałaganiarzem tematycznym! Kiedyś prym wiodła moja ukochana SF, space opera, fantasy, dziś prowadzi literatura faktu, zwłaszcza historia, socjobiologia i ewolucjonizm. A także fizyka i chemia – bo nie mogę sobie pozwolić na niegimnastykowanie mózgu. Romanse i kryminały są – owszem – dla odpoczynku.
W tym wpisie na moim blogu ujawniam część moich inspiracji: https://www.veryurbanfantasy.pl/moj-wydawca-chcial…/
Jak widzicie – czytam prawie wszystko!
Moje pisanie narodziło się z tego właśnie czytania, z tęsknoty do napisania własnej historii. Muszę przyznać się do jednego: nie jestem subtelną i specjalnie głęboką osobą. Dlatego moi bohaterowie są… fizyczni, namacalni, składają się z ciał. Oni fizyczności się nie boją i nie unikają jej.
To zresztą, ta materialna część ludzkiego życia zawsze mnie fascynowała. Jest taka seria popularnonaukowa „Życie codzienne w czasach…”. Kapitalna jest! Można poznać szczegóły życia w Bagdadzie w czasach Haruna, w Paryżu w czasach Króla Słońce, w Japonii w czasach samurajów. Autorzy – naukowcy – opisują nie tylko życie klas rządzących i ich wystawne życie, ubrania, komnaty itp, ale rekonstruują także życie biedoty, pokazują, gdzie się załatwiano, jak prano, czy się myto i gdzie, co jedzono, gdzie mieszkano. Piękne szczegóły, których zwykle brakowało mi w większości literatury, która nad ludzkim, tym właśnie cielesnym aspektem egzystencji przemykała się elegancko.
A w moich książkach – wstyd przyznać – ludzie sikają, odnoszą rany i zabijają, mają hormony, które działają. Klną lub mówią pięknym, literackim językiem – zależy od postaci i sytuacji. Noszą obrania, które czasem zostawiają ślady na ciele, mają blizny, które są zapisem ich historii. Odczuwają pożądanie i mają morning glory. Uprawiają seks i czasem nawet miłość.
Tak, jestem dosadna w tym, co piszę, nie uciekam od tego. Zdecydowanie „Droga Smoka” nie jest serią Young Adults. Jest dla dorosłych, bo ja – autorka – jestem dorosła i taki właśnie sposób pisania, tworzenia wybrałam.

Najciekawszą częścią tworzenia książki jest – naturalnie – pisanie

A raczej: wymyślanie i pisanie. Potem przychodzi mniej „romantyczna” część roboty, czyli sprawdzanie własnych błędów, kolejna weryfikacja dat i faktów, poprawa interpunkcji i tak dalej. Innymi słowy – własnoręczne przygotowywanie książki do przesłania jej dalej, do wydawcy. Po tej – przyznam się uczciwie – nudnej, męczącej i wyczerpującej pracy, przychodzi czekanie na odpowiedź.
A po niej – jeśli jakiś wydawca się odezwie – profesjonalna redakcja książki.

Mam szczęście, bo Wydawnictwo 4 Generations, które zdecydowało się wydać moje książki (za poznanie mnie z kapitalną szefową wydawnictwa, Agnieszką, będę dozgonnie wdzięczna Paulinie Lulek, Rozchełstanej Ovcy) współpracuje z zupełnie niesamowitą redaktorką. Magda Malejko, która musi sobie radzić z moim stylem pisania, jest osobą, która włada językiem polskim w sposób niesamowity. I ma cierpliwość. Już trzeci tom uczy mnie o dywizach i pauzach, a ja dalej swoje! Dalej udaję, że jest tylko jedna kreska na klawiaturze, nie trzy. Dalej nie wiem także, kiedy stawiać kropkę w opisie dialogu. Sorrki, Magda, nie wiem! Rozumiem, że mi to tłumaczyłaś, rozumiem nawet, że nawet piątoklasista to pojmie. Ale nie, no sorki, ja nie.

Dobry redaktor to skarb. Potrafi połączyć wymogi języka z indywidualnym stylem autora, a jeszcze tę ostatnią – czegoś nauczyć! Jeśli będziecie czytać jakąkolwiek książkę, nie tylko moją, zwracajcie uwagę na redakcję i redaktorów. To często prawdziwi bohaterowie, o których mówi się niewiele.

Tu znajdziecie prawdziwe dialogi Autorki (ja) i Redaktorki (Magda). Warto przeczytać! https://www.veryurbanfantasy.pl/prawdziwa-redaktor-najlepszy-sojusznik-autora/

Kolejny ciekawy, ale i wymagający wiele etap pracy nad książka to przygotowanie okładki

Pamiętam, jak byłam selfpublisherem… O rany, jakie ja sobie okładki zrobiłam… dramat! Tragedia. Serio – pierwsze były bardzo, bardzo złe. Kolejne zrobiłam lepsze, ale zażenowanie pozostało.

Teraz, z 4 Generations, praca nad oprawą graficzną jest czystą przyjemnością. Głównie dlatego (Agnieszko, nie czytaj tego!!!), że to nie ja muszę to wszystko robić.

 

Ja mam prawo pomarudzić, pokręcić nosem, powiedzieć, że ta mi się nie podoba, a w tej coś przeszkadza, tu prosiłabym poprawić kolor, a tu wrona jest za nisko. Ot, takie bycie rozpieszczoną królewną bardzo mi odpowiada. Za co współpracującą ze mną Agnieszkę przepraszam!

Nim „Sztuka znikania” miała premierę sporo dyskutowałyśmy o okładce. Jaka powinna być? Co jest najważniejsze? Jak oddać atmosferę książki o dość skomplikowanej akcji?

Miałyśmy trzy do wyboru i dzięki wspólnej pracy i dyskusjach z patronkami medialnymi „Sztuki znikania” wybrałyśmy tę, z którą książka ukazała się w księgarniach internetowych.

Wybrałyśmy wersję z pustynią. A co Wy na to? Nawet jeśli nie znacie książki, to która okładka do Was najbardziej przemawia?

 

Zawsze piszę przy muzyce. Mam różne fazy

Czasem to jest smutne country (najsmutniejsza muzyka świata, zapewniam Was), czasem jazz, innym zmów razem rock z lat 80 czy muzyka etniczna. Zawsze muzyka pomaga mi pisać.

Do każdej z książek, które ukazały się do tej pory w cyklu „Droga Smoka” stworzyłam playlistę. Dla własnego dobra i dla pełnej hipokryci chęci stworzenia dobrego wrażenia nie umieściłam w nich wszystkiego, co słuchałam (nikt nie zniesie tyle Charlesa Aznavour, co ja, serio), tylko najbardziej reprezentatywne kawałki.

To mieszanki wszystkiego ze wszystkim, eklektyczne, anarchiczne, ale – moje.

Podzielę się playlistami z Wami, może coś się Wam spodoba?

Tu do „Morza krwi”: https://open.spotify.com/playlist/58XyUrGNSELAjsFAxuDPpd?si=84630b8625b44d68

Tu do „Pracowitych wakacji w Rzymie”: https://open.spotify.com/playlist/2C5ZULSsns4Ipb1APcQHPT?si=65fcd4992c554cae 

A tu do „Sztuki znikania”: https://open.spotify.com/playlist/0Xjs9rL3nkuIveg7DRqk2X?si=23ca4fffd2034d8a

Podoba się? 🙂

 

I to by było na tyle! Dziękuję:)

Published inWydawanie książek i inne przygody

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *