Skip to content

Pochwalę się „Akcją ‹Apokalipsa›”

Last updated on 19 lutego 2020

„Droga Smoka” powoli zbliża się ku końcowi

Kilka dni temu zarejestrowałam w systemie Polona kolejną z moich książek, siódmą i przedostatnią w serii „Droga Smoka”. Musze przyznać, że uzupełnienie metryczki i dostanie kolejnego ISBN jest dla mnie powodem do dumy i zadowolenia.

„Akcja ‹Apokalipsa›” trafiła do internetu.

Z jednej strony niebywale się z tego cieszę, z drugiej – została mi do publikacji tylko jedna część sagi. Już mentalnie żegnam się z grupą moich bohaterów. Nie myślałam, że to będzie tak trudny proces, w końcu – oni nie istnieją, prawda?

A jednak, jest mi ciężko.

„Akcja „Apokalipsa” to zdrady, zerwania, upiory, śmierć w rodzinie i rozpaczliwa próba posiadania życia. Udana? Sprawdźcie. To kolejny po „Dreawalkerze…” stand alone w serii.

Nie tylko pożegnania ze światem przedstawionym i zaludniającymi go postaciami jest trudne.

Najtrudniejsze w pisaniu jest… publikowanie

Dlaczego?

Nie, nie chodzi o sam proces tworzenia.

Pisanie zwykle przychodzi mi bez najmniejszych kłopotów. Wiem, kim są moi bohaterowie, wiem, co ma się z nimi stać, muszę ich przeprowadzić z punktu A do B niekoniecznie najprostszą drogą i tyle w tym filozofii.

Owszem, bohaterowie czasem stają okoniem i okazuje się, że nie zrobią tego, co chciałam, ponieważ, no cóż… są osobami z konkretnymi charakterami i temperamentami, a nawet papier nie wszystko przyjmie.

W takim przypadku muszę po prostu się zastanowić, co z nimi począć i jak wyjść z doła, który sama sobie wykopałam.
Pisanie nie jest trudne, wymaga dyscypliny i tyle.

Gromadzenie dokumentacji to też nie jest rocket science

Zbieranie materiałów trwa, to prawda.
Akcja moich książek dzieje się w przyszłości i dobrze jest, kiedy Autorka (to znaczy – moi) nie pochrzani dni tygodnia i nie napisze na przykład, że 15 września 2062 to środa, kiedy to piątek. Jeszcze lepiej, kiedy nie przyspieszy pełni księżyca o trzy dni.

Dobrze także wiedzieć, jakie właściwości przypisuje się opalom, a jakie obsydianowi, przeczytać „Tajną historię Mogołów”, wiedzieć, ile żon miał Iwan Groźny oraz gdzie Złota Orda dostarczała niewolników.

Trzeba także przejrzeć swoje notatki i zdjęcia. Każdą miejscówkę, w której umieściłam akcję widziałam. Nie lubię umieszczać akcji w miejscach, których nie obwąchałam. Dwa razy to zrobiłam i nie czułam się z tym specjalnie komfortowo. Wiecie: pisanie urban fantasy nie oznacza całkowitego lekceważenia rzeczywistości, wystarczy, że trzeba nagiąć niektóre z jej aspektów. Nie uwierzycie, ale zwiedzanie Castello Malaspina też mi się przydało! Kiedy byłam w Bosa na Sardynii, zastanawiałam się, czemu pcham się pod górę, skoro takich zamków widziałam już z dwadzieścia? (Pozdrawiam trójkę ludzi, z którymi zdobywałam wszystkie „zabytkowe miasteczka na wzgórzach”, jakie się tylko dało obejrzeć w pewnym kraju)
Tak, użyłam tej wiedzy w „Akcji ‹Apokalipsa›”. Urban fantasy to nie tylko wampiry i wilkołaki i inne takie. Słowo pisarza.

To może „momenty” są trudne?

Decyzja czy w książce mają się znaleźć sceny erotyczne czy nie, także nie jest tym, co było dla mnie najtrudniejsze. Wiem, kiedy bohaterowie „powinni”, a kiedy nie i tyle.

Owszem, zastanawiałam się nad umieszczaniem „takich treści”, rozważałam to z punktu widzenia etyki i przegrałam tę batalię z sobą, co samo w sobie sporo o mnie mówi, nieprawdaż?
Doszłam jednak do wniosku, że zaznaczam wyraźnie, że książki nie są dla młodzieży i nie zalicza się ich do gatunku YA. Moja saga jest brutalna w swojej naturze, sporo w niej przemocy, a ją uważam za groźniejszą dla młodych umysłów niż opisy uniesień.

Piszę dla dorosłych i słowo daję, mam nadzieję, że żadne dziecko po moje książki nie sięgnie…
Zresztą co ja mówię? „Akcja ‹Apokalipsa›” jest objętości „Kapitału” Karola Marksa! Jaki człowiek urodzony przed 1985 sięgnie po tak grubą książkę? No właśnie.
W każdym razie ani decyzja, ani samo pisanie „momentów” nie było tak trudne jak prawdziwa zaraza i nieszczęście:

redagowanie gotowego tekstu

Self-publisher sam łowi przecinki i literówki, błędy i źle sformułowane zdania. Jeśli kiedykolwiek poprawialiście coś „po sobie”, wiecie o czym mówię 😉. Czasem mam wrażenie, że dłużej redaguję, niż piszę 🙄, a efekty i tak nie są idealne.

Nieważne. Po trzech tygodniach grzebania w tekście – udało się i tak oto kolejna z moich książek pływa w internecie.

Teraz trochę Q&A

„Trzeba przeczytać wszystkie, żeby się dorwać do tej?”

Nie, znajomość „Drogi Smoka” nie jest potrzebna, żeby przeczytać tę książkę i wskoczyć w jej akcję. 😀. Po pierwsze, nigdy niczego nie „trzeba”. Po drugie,”Akcja ‹Apokalipsa›” to kolejny, po „Dreamwalkerze i Wilku” stand-alone w mojej serii.

Można ją czytać osobno.

Jestem nawet ciekawa, jak obie książki, „Apokalipsa” i”Dreamwalker…”, wypadają w oderwaniu od reszty?

Jaka jest „Akcja ‹Apokalipsa›”?

To chyba najmroczniejsza z moich książek. Albo – najsmutniejsza. Pozwoliłam moim bohaterom zmagać się ze stratą najbliższych, nieudaną miłością i skutkami wyborów sprzed wielu lat.

Bohaterowie „Akcji ‹Apokalipsa›” mają sporo za uszami, ale starają się wyjść z „dzisiaj” i doczołgać się do jutra w jednym kawałku. Żadne z nich nie jest bez skazy i muszą sobie z tym radzić. Muszą zastanowić się, jak radzić sobie z kompleksami i presją. Jak dać sobie radę, ze świadomością, że mają sporo lat, a dalej, a wciąż potrafią zrobić tak głupie rzeczy, że ręce opadają.

Akcja zaczyna się w Kyoto, a kończy na dachu w Rzymie. Zamyka się w sumie w trzech tygodniach. Między jednym a drugim jest pogrzeb, walka o życie i wieczór panieński.

A bohaterowie?

On kiedyś był policjantem, ma ludzką czterdziestkę, ona jest śledczą i jest dwadzieścia razy starsza od niego. On twierdzi, że jest „deklem z Podgórza”, ona opisuje swoje pochodzenie z niejakim dystansem: „Jestem genetycznym efektem najazdów tatarskich na Rosję i spoufalania się jakiegoś czambułu z moją matką” [w „Dreamwalker i Wilk”].

I on, i ona nie mają się czym pochwalić, jeśli chodzi o związki natury romantycznej. Przyjaźń wychodzi im dobrze, praca – jeszcze lepiej. Ale związki? Eh…

Ona wpada w kłopoty, bo daję się „wpuścić” w pojedynek, a on… ech. Nie napiszę, co on, bo spoilerowanie własnej, świeżo wydanej książki jest marną taktyką.

Powiedzmy, że akcję można zajawić  tak:

zerwanie dla dojrzałego mężczyzny nigdy nie jest prostą rzeczą, zwłaszcza, gdy kobieta, z którą trzeba zerwać jest inteligentna, zabawna, piękna i seksowna. Powiedzenie sobie w takim przypadku:”to nie to”, jest co najmniej trudne. Większość mężczyzn… nieważne, przecież Wojtek Kubicki zwykły nie jest.
Po pierwsze: jest Zmiennym, czyli istotą należącą do świata Nadnaturalnego. Dalej: jest Inkwizytorem Preternatural Bureau of Investigation. No i wreszcie: należy do Watahy Yi Hyeon Ju, a to już jest i błogosławieństwo, i spora odpowiedzialność. Nawet taki dekiel jak on, to wie.

Na szczęście Wojtek nie ma czasu na rozważanie swojej domniemanej głupoty, bo musi się zająć śledztwem. Dostaje dwie sprawy, które się łączą, i Saszę Nogaiłowną, Nieśmiertelną Śledczą PBI, jako partnera. Wampirzyca bywa jego przyjaciółką, bywa takie jak papier ścierny i Wojtek nie wie, jak poradzi sobie z nią, śledztwami, zerwaniem i żałobą.
Sasza wie, że śledztwo w Kyoto będzie najtrudniejszą sprawą w jej życiu, to znaczy w karierze. Jest tam bowiem i Cesarzowa, i znikający Nieśmiertelni, jest obsydianowe lustro, którego Sasza nie znosi, jest żałoba, jest w końcu i Wojtek, który jest przekleństwem jej życia.
Tak przynajmniej Sasza myśli, nim nie dowie się, że prawdziwe przekleństwo jej żywota wpadło na jej trop i zastawiło na nią śmiertelnie niebezpieczną pułapkę.
Czy upiory są silniejsze niż miłość?
Co można zobaczyć w obsydianowym lustrze?
Czy naprawdę trzeba się zakładać o w s z y s t k o?

Ostatnie jest pytaniem retorycznym, ponieważ moi bohaterowie są łagodnymi hazardzistami i nie ma dla nich tabu.

W mojej serii nie ma „głównych” i „główniejszych” bohaterów

Prawda jest jednak taka, że każda z moich książek – może oprócz dwóch pierwszych: „Morza krwi” i „Pracowitych wakacji w Rzymie” – ma bohatera zbiorowego. Te dwie pierwsze książki są ekspozycją, wprowadzeniem w świat, który wykreowałam, a który zaludnia kilka Nadnaturalnych ras inteligentnych.

Krótki kurs poruszania się po świecie i jego rasach pod linkiem. To wprowadzenie, w przeciwieństwie do moich książek, jest króciutkie.

Dlatego i „Akcji ‹Apokalipsa›” nie opisałam jedynie historii dwójki pierwszoplanowych postaci, ale pokazałam okruchy, a nawet i spore fragmenty życia, innych osób.

Każdą z moich książek pisałam słuchając innej muzyki. „Akcja ‹Apokalipsa›” powstała między innymi przy „sad country” ze Spotify.

No dobrze. Tyle o części siódmej „Drogi Smoka”. Wracam do redagowania części ósmej.

Published in"AKCJA 'APOKALIPSA'", część 7

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *