Skip to content

Ahsan Ridha Hassan „Zabobon”, czyli książka jak fuga (muzyczna!)

Last updated on 13 marca 2020

„Diabeł tkwi w szczegółach, to jego królestwo: królestwo drobnych drzazg”. [s.111]

Na początku zachęcam Was do zabawy.

Spróbujcie notować wszystko, ale to wszystko!, co przechodzi Wam przez myśl przez… a niech będzie: minutę. Nie cenzurujcie się, nie zmuszajcie się do skupienia na jakimś konkretnym zagadnieniu, zróbcie sobie freeride. Przyjrzyjcie się temu fantastycznemu kłębowisku, które mamy w głowach, temu strumieniowi, w którym tematy się łączą, mieszają, pozornie bez ładu i składu i bez związku jeden z drugim.

Kiedy się świadomie przyjrzycie wnętrzu własnej głowy, będziecie gotowi, by sięgnąć po książkę Ahsana Ridhy Hassana „Zabobon”. Oczywiście, że możecie to zrobić i bez moich wątpliwej jakości ćwiczeń.

Jak to jest: być pisarzem?

Nie wiem!

Chcecie się o tym przekonać, to przyjrzyjcie się Bartkowi Elblągowi. To twórca młody, ale już z tak zwanym dorobkiem. Bywalec krakowskich piwnic i ogródków, koneser słów, piwa i kobiet. Dwie pierwsze książki Bartka były sukcesem, trzecia rodzi się w bólach, ale na pewno powtórzy sukces poprzedniczek.

Bartka, który jest nie tylko bohaterem, ale i narratorem „Zabobonu”,

poznajemy w sytuacji granicznej: żegna się z Krakowem

i przeprowadza do Bielska-Białej, gdzie ma zamieszkać ze swoją brzemienną partnerką, Alicją. Plan jest zatem prosty: przeprowadzka, stabilizacja, napisanie książki, promocja książki. Kolejna książka.
Koniec?
Początek!

„Dziś” u Ahsana Ridhy Hassana przeplata się z „dawno temu”, z „wczoraj”, po którym znowu pojawia się „teraz”. To nawet nie tyle są wspomnienia, które narrator snuje, co o reminiscencje, w których centrum jest proces twórczy. Proces, w którym konkretyzuje się nie tylko książka o morderstwie w Brzezinach Śląskich, ale i po trosze sam narrator.

„Jak teraz o tym myślę, jasno widzę, że właśnie jak do leku wtedy do niego podchodzę. Do relacji z kotem i innymi ludźmi. Jakbym całe życie chorował, różnych leków potrzebował, a jak już zdrowie dopisze, odstawiam medykamenty. Po dłuższym zastanowieniu, po wciągnięciu mroźnego, bielskiego powietrza, które pobudza nozdrza i umysł, uznaję, że w tym leczeniu się całe życie innymi nie jestem samotną wyspą”. [s.167]

„… a piszę zawsze w czasie teraźniejszym, bo też i odtwarzane wspomnienia – nawet te podszlifowane”w mojej głowie zawsze mają czas obecny”.[s.48]

„Znowu łapię się na tym, jak świadomie budowane konstrukcje w świecie tekstu przechodzą do mojego postrzegania świata rzeczywistego, do mojej percepcji”. [s53]

„Czuję się uwięziony w tym krwiobiegu drogowym, jak uwięziony jest czytelnik w granicach tekstu. I to uwięzienie sprawia, że pisanie jest dla mnie atrakcyjne. Zarówno czytelnik, jak i autor w ramach dzieła są bytami tekstowymi, ale są to byty na zupełnie innym poziomie hierarchii. Na pierwszy rzut oka oczywiste jest, kto w tej hierarchii jest odbiorcą, kto stwórcą. Ale ta hierarchia to tak naprawdę jedna z najbardziej intymnych relacji we wszechświecie[…]”. [s.77-78]

Rzucam tymi cytatami z kilku względów:

Chciałabym, żebyście po prostu posmakowali języka narracji,

który jest – według mnie – jednym z głównych bohaterów „Zabobonu”. To język bardzo świadomie stosowany, z wieloma odniesieniami do klasyków, z cytatami z tychże podanymi otwarcie i tymi, które trzeba z tekstu wydłubać. To fantastyczny i zwodniczo miękki twór, który czerpie i miesza wiele tradycji, ale tworzy z nich coś unikalnego: świat wewnętrzny bohatera, który sam jest twórcą.

Zatem owszem, można siedzieć i szukać śladów Prousta, Schulza, Gombrowicza, Huysmansa, Hłaski. Można myśleć, że Bartek „jedzie Makłowiczem”, ale po co, kiedy narracja wciąga, jak wir wody spływającej do kanalizacji?

Czy to łatwa lektura? Nie wiem.

Jeśli utkniecie, przyjcie do przodu. Warto. Sami się przekonacie, że zaczniecie „mówić Bartkiem”.

Przywołuję te cytaty także po to, byście podchodząc do tej lektury, mieli świadomość, że „Zabobon” Ahsana Ridhy Hassana to drzwi prowadzące w środek słowotoku pisarza. Człowieka, dla którego wszystko jest rzeźbą ze słów.

Nie uświadczycie w „Zabobonie” dialogów,

w każdym razie nie w takiej formie, w jakiej można je znaleźć w większości książek.
U Ahsana Ridhy Hassana rozmowa z menelem w Brzezinach czy monolog wewnętrzny Barka są tym samym i mają taką samą wartość. W końcu i jedno, i drugie poznajemy tylko dlatego, że opowiada nam o nich narrator.

Po co zatem jakoś specjalnie wydzielać dialogi? Z czego je wydzielać? Z monologu?

Trzeba także pamiętać, że jest to książka o pisaniu książki.

O wiecznym niezadowoleniu z efektów pracy, o szukaniu nie tyle inspiracji, co głębi. O pogoni za doskonałością i za prawdą. O zmęczeniu materiału i niepokojach. O miotaniu się między „a ch..j z tym”, a „chcę napisać to lepiej”. O tym, że pisarz chciałby się oderwać od życia codziennego, ale ono nie chce go puścić. A może on nie ma odwagi na odcięcie się od „naszej małej stabilizacji”?
Nie wiem. Przeczytajcie, zdecydujecie.

Książka jak fuga. Tematy przechodzą i znikają

Fuga, to było skojarzenie, które przyszło mi do głowy, kiedy zamknęłam „Zabobon” Ahsana Ridhy Hassana. Owszem, nie jest to ta precyzyjna konstrukcja fug bachowskich, ale jest w „Zabobonie” coś z tej formy muzycznej. Tematy wypływają na powierzchnię, zjawione kilkoma słowami, by zniknąć pod powierzchnią, a za chwilę pojawić się i zdominować fragment narracji.
Po chwili pojawi się kolejny temat, który znowu zniknie, by wypłynąć w kolejnej części monologu i go zdominować, a następnie się ukryć. Jest i mocny kontrapunkt, i klamra, która łączy początek i koniec.

Pierwszy temat pojawiający się w tej kompozycji to przeprowadzka do Bielska, a raczej pożegnanie z Krakowem. Drugim jest Alicyjka/ciąża, trzecim morderstwo w Brzezinach, czwartym Gruzja.

Kontrapunktem jest Dziewczyna.

Muszę powiedzieć, że uwielbiam tę postać z „Zabobonu” Ahsana Ridhy Hassana.

Dziewczyna nie ma imienia, co paradoksalnie jest, a raczej powinno być dla niej uwłaczające, prawda? Ale nie. Wydaje mi się, że nie. Wiecie, kiedy kogoś/coś nazywacie, macie nad tym władzę. W „Zabobonie” narrator nie ma nad Dziewczyną żadnej władzy. Najmniejszej. Ona jest bytem wyższym, bardziej świadomym i aktywnym.

Za to Alicyjka, partnerka Bartka, jest upupiona i samym już zdrobnieniem własnego imienia – „udziecinniona”. Narrator mówi o niej jako o istocie, która pod powierzchnią „prim and proper” jest do głębi biologiczna i zamienia się w końcu w samicę wijącą gniazdo.

Obie bohaterki strumienia myśli Bartka Elbląga różni prawie wszystko, nawet język jakim mówią, że o tematach, które poruszają nie wspomnę.
Tak, nie lubię Alicyjki. To taka współczesna Marynia Połaniecka. Brrr.

A pan pisarz Bartek Elbląg jest jednocześnie i wyrafinowany i prosty, potrafi cytować Marqueza i Kanta oraz kląć jak żul z krakowskiego Kazimierza. Bywa dojrzały, ale zwykle wybiera zachowania „gówniarskie”.

Wiele razy myślałam sobie: „gościu, kurde, co ty odwalasz?”, a z drugiej strony, no cóż, kto nie był młody? Sama przecież przepuszczałam kasę w „Pięknym Psie” i dalej pamiętam smak palonych tam fajek.

Kosmos narratora jest zdecydowanie „bartkocentryczny”, a centrum tego wszechświata stanowi książka, którą Bartek Elbląg właśnie pisze.

Tak, polecam „Zabobon” Ahsana Ridhy Hassana i to gorąco.

Czytając tę recenzję pamiętajcie proszę, że:

„Każdy zmyśla, każdy dodaje nadmiar przymiotników do historii, a czasu wciska podmioty i orzeczenia zupełnie z jądrem powieści niezwiązane, usuwając słowa ważne poza linijkę, autokorektując i nadpisując to, co istotne. Jeżeli do tego wziąć pod uwagę różne punkty widzenia, to wyjdą różne opowieści”. [s. 193]

Published inInspiracje i dezinspiracje, nie tylko literackie

Be First to Comment

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *