Skip to content

Miesiąc: Maj 2020

Mój Wydawca chciał biogram. No, to napisałam…

Od dziecka czytałam wszystko, co wpadło mi w ręce Serio mówię: czytałam wszystko, łącznie z relacją z któregoś ze zjazdów PZPR opublikowaną w „Gazecie Południowej”! Dalej tak mam. Dlatego, kiedy mój Wydawca, szacowne Wydawnictwo 4Generations, poprosiło o biogram, postanowiłam, że opowiem o sobie przez kilka ważkich książek i kilka ważnych dla mnie filmów. Wydawnictwo dostało oczywiście krótszą wersję tej story of my life i mam nadzieję, że Chaos pomoże im skrócić moje życie do kilku akceptowalnych linijek, które można umieścić na okładce. Już się cieszę na sprawdzenie, co z tego…

„Wydech” Teda Chianga, czyli humanistyczna filozofia nauki nie tylko dla wielbicieli SF

Nie przepadam za opowiadaniami Zwykle wybieram dłuższe formy. One bardziej współgrają z tym, jak pracuje mój mózg. Ale lubię Teda Chianga, czytałam wcześniej jego „The Lifecycle of Software Objects” i byłam ciekawa innych opowiadań wydanych po polsku razem z tym. Marudziłam także wewnętrznie Bo większość opowiadań z tego tomu już wyszła, a te które się ukazały (niektóre ponad 10 lat temu!) dostały i Hugo, i Nebulę, i inne nagrody. Dowód? A proszę: Nebula: Kupiec i wrota alchemika (2007) Hugo: Kupiec i wrota alchemika  (2008) Wydech (2009), Cykl życia oprogramowania (2010)…

„W salonie i w kuchni” Elżbiety Kaweckiej, czyli prawdziwe życie w dworkach i pałacach

Lubię takie książki, które już pożółkły 🙂 Wiem, to znak słabej jakości papieru i tego, że niebawem książka, którą lubię, może odejść do książkowej Krainy Wiecznych Łowów. Ale jest coś dojmująco pięknego w kruchości przedmiotów, podobnie jak piękna jest kruchość ludzi, której ci czasem nie boją się pokazać. „W salonie i w kuchni” Elżbiety Kaweckiej pięknie się starzeje. PIW wydał ją ascetycznie, ale i też wyszła w trudnym roku, w 1989 i sama jest świadectwem epoki wielkich zmian. Czarno białe ilustracje nienajlepszej jakości, słaby papier, okładka na której widać każdy…

„W cieniu koronkowej parasolki”, czyli jak zagubiłam się między halką a gorsetem

Wyznanie z tytułu jest boleśnie prawdziwe Uwielbiam czytać o historii ubioru, chodzę/chodziłam na wystawy, na których mogłam zobaczyć tiurniury, gorsety, suknie, mantyle, fichu, rękawiczki, pantalony… Mnie – człowieka chodzącego zwykle w dżinsach, wybierającego odzież prostą i wygodną – fascynuje proces projektowania, produkowania, szycia i ubierania tych warstw, upinania ich. Chodzenia w nich, prania, prasowania! Radzenia sobie z chłodem i upałem. Czyli cała ta otoczka normalności, o której zapominamy, bo dla nas to, co kiedyś było normalnym ubraniem, jest „k o s t i u m e m  z epoki”. A…

Prawdziwa Redaktor, najlepszy sojusznik autora

Muszę przyznać, że tytuł wpisu, który popełniłam, a który czytacie, to jednocześnie rekord banału i definicja najprawdziwszej z prawd. Jestem człowiekiem przyzwyczajonym do tego, że wszystko robię sama. „Ja sama” to moje motto życiowe i fraza, która wkurza moich przyjaciół i część znajomych. Z bólem wyznaję, że nie doceniałam roli redaktora do momentu, kiedy sama nie pomogłam w redakcji kilku książek oraz do chwili, kiedy moje „Morze krwi” nie znalazło się w… rękach, w szponach, w mocy Prawdziwej Redaktorki. Nawiasem mówiąc, jej portret, rysunek z natury, znalazł się w główce…

„Wyprawy krzyżowe w oczach Arabów” Amina Maaloufa. Czyli nic dodawać nie trzeba, prawda?

„Mieszkańców ziemi można podzielić dwojako, Na tych, co mają rozum, lecz brak im wiary, I na tych, co mają wiarę, lecz brak im rozumu” Abu al-Al Marri [s.51] Na początku była obawa Podchodziłam do tej pozycji z niezwykłą ostrożnością. Nie, nie dlatego, że na krucjaty patrzy nie z „naszej” perspektywy. W końcu po to po nią sięgnęłam, żeby wyjść z własnego paradygmatu. Obawiałam się, co i jak może napisać Maalouf Wiecie… pisarz zawsze ma ochotę podkoloryzować, podkreślić, uwypuklić. Zsubiektywizować. Zawsze, to – choroba jakby to powiedzieć? – skaza. Jakby rzeczywistość…

„Historia życia prywatnego. Od Cesarstwa Rzymskiego do roku tysięcznego”. Czyli – skarb, nie książka!

Na początek – wstydliwe przyznanie się do stronniczości Muszę przyznać jedno: przyzwyczaiłam się do anglosaskiego sposobu uprawiania historii i jej popularyzowania, ten francuski wydawał mi się zatem na początku lektury „Historii życia prywatnego” nieco… nazbyt eseistyczny. Publicystyczny. Dygresyjny i nawet średnio naukowy. Tak, biję się w piersi, tak myślałam. Wszystko jest kwestią nawyku i muszę przyznać, że pod naporem faktów ugięłam się i po prostu czytałam i czytałam. Po zakończonej lekturze z chęcią koryguję sama siebie: części napisane przez historyków francuskich czytało mi się równie dobrze jak tą, stworzoną przez…

Radek Rak i jego „Baśń o wężowym sercu, albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli”, czyli uwodzicielski rytm języka

„[…] przyszłość tworzyć może każdy, kto chce, ale do tworzenia przeszłości trzeba wielkiej czarodziejskiej mocy albo sprytnego umysłu”. [s. 167]. Pochodzę z Galicji Jeślibyście mieli tyle lat, ile mam ja i gdybyście mieli w dzieciństwie okazję słuchać bardzo, bardzo wiekowych sąsiadów i sąsiadek, słyszelibyście czasem wspomnienia o tym, jak to „pradziadek poszli, a później z konikiem wrócili. Konik ładny był, ino na robotę w polu za słaby, to i się zmarnił”. Tu ktoś poszedł z chłopami, ale się spił w karczmie i go ominęło. Co? Przygoda? Tragedia? Okazja do zarobku?…

Wykopaliska, czyli: rany, to ja pisałam wcześniej????

Nie wiem, jak można na śmierć zapomnieć, że się popełniło opowiadanie, które ujrzało światło dzienne?! Ale można, owszem. Trzeba się nazywać Monika Lech. Pisałam dużo i trochę bez sensu, aż w końcu zebrałam się na odwagę i wysłałam jedno opowiadanie do internetowego magazynu Esensja.   Spodobało się, wyszło i… kompletnie o nim zapomniałam. Muszę przyznać, że wyszło w niezłym towarzystwie, co pewnie wskazuje, że pisać umiem/umiałam. Sami zobaczcie, co można było przeczytać w numerze, w którym ukazał się mój kawałek.  Może nie stworzyłam „Piaseczników” (wielbiciele SF powinni wiedzieć, o czym…

„Kapitan i dwie panny”, czyli historia z pierwszej ręki

Najlepsza jest taka historia, którą dostaje się wprost od jej świadków. To dlatego „Kapitan i dwie panny” są tak fascynującą lekturą. Nie, „Kapitan i dwie panny” to nie jest powieść o zaletach ménage à trois NIektórzy mogliby powiedzieć „niestety”, na szczęście nie znam takich osób. „Kapitan i dwie panny” to trzy, wydane przez Wydawnictwo Literackie, pamiętniki z XIX wieku, pisane przez dwie panny: Helenę Darowską z domu Mieroszewską, Helenę z Kadłubowskich Kunachowiczową i kapitana Józefa Patelskiego. Muszę przyznać, że wszystkie trzy pamiętniki uwiodły mnie absolutnie Każdy z nich jest w…