Skip to content

„Cher Bon Dieu”, czyli „Kolor purpury” Alice Walker

Leżała sobie spokojnie na półce, w Krakowie

Dawno nie miałam jej w rękach. Kilka dobrych lat.

Siedem? Osiem?

Chyba bałam się jej dotykać, bo kupiłam ją dawno, dwadzieścia lat temu, w Tunisie, w małym antykwariacie na Menzah VI.

Książkę wydano w latach 80. na fatalnym papierze, klejoną, co widać, bo kartki fruwają – patrzcie, biedna książka, prawda?

Czytałam ją powoli, bo nie mówiłam wtedy najlepiej po francusku.

Dawkowałam ją sobie też dlatego, że każdy kawałeczek bolał i wrastał we mnie. . „Kolor purpury” Alice Walker, po francusku „Cher bon Dieu”, czyli drogi Panie Boże…. tak bohaterka książki, Celie, zaczyna swoje listy do Pana Boga.

To trudna książka

Życie czarnej kobiety na południu Stanów. Ani pięknej, ani wykształconej. Silnej.

To powieść o dorastaniu i wzrastaniu w siebie (jak pięknie zmienia się język narratorki!). O znajdowaniu własnej tożsamości, także seksualnej. Absolutnie ogłuszający głos kobiecy, który nie stracił na sile ani na wyrazie.

Zobaczcie film Spielberga pod tym samym tytułem z Whoopie Goldberg. To jedyna, nie całkiem zła adaptacja dobrej książki. Ale film nie zastąpi lektury.

Macie chwilę?

Sięgnijcie po „Kolor purpury” Alice Walker.

Świetna książka o kimś, kto wydany za mąż w wieku lat nastu, bity, gwałcony, poniżany – staje na własnych nogach i uczy się kochać.

Sama nie wiem kiedy zaczęłam ją czytać. Jak kiedyś, za pierwszym razem, ze słownikiem w rękach.

Czas zatoczył koło.

Published inInspiracje i dezinspiracje, nie tylko literackie

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *